Kolejarze zablokowali proces Ziobry
Apelacja w sprawie Zbigniew Ziobro kontra doktor Mirosław G. jest odroczona. Powód? Zepsuta lokomotywa i strajk kolejarzy - dowiedziało się radio RMF. Do Krakowa nie mógł dotrzeć ani domagający się przeprosin kardiochirurg, ani pełnomocnik byłego ministra sprawiedliwości.
- Ziobro boi się, że zbankrutuje
- Ile Ziobro zapłaci za przeprosiny
- Ziobro: Będę apelował, bo mówiłem prawdę
- Pociągi staną dzień przed wigilią
- Doktor G. będzie oskarżony o łapówki
- Doktor Garlicki wraca do pracy
- Ziobro przegrał proces z doktorem G.
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Były minister sprawiedliwości miał się dziś tłumaczyć przed krakowskim sądem, tym razem apelacyjnym, po raz drugi. Z październikowego wyroku nikt nie był zadowolony. Ani doktor Mirosław G., ani Zbigniew Ziobro, który stwierdził, że decyzja sądu to "de facto wprowadzenie kary konfiskaty majątkowej".
Kardiochirurg zatrzymany w lutym ubiegłego roku przez Centralne Biuro Antykorupcyjne i podejrzany wówczas między innymi o zabójstwo i korupcję domagał się od Zbigniewa Ziobry przeprosin i 70 tysięcy złotych zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych. Poszło o słowa wypowiedziane przez ówczesnego ministra sprawiedliwości na konferencji. "Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie" - rzucił wówczas polityk PiS.
Sąd uznał, że Zbigniew Ziobro tą wypowiedzią naruszył dobre imię lekarza i nakazał byłemu ministrowi opublikowanie przeprosin w trzech stacjach telewizyjnych po głównych wydaniach wiadomości. Dodatkowo Ziobro miał zapłacić Garlickiemu 7 tysięcy złotych zadośćuczynienia.
Polityk odwołał się od wyroku w całości. "Sąd odrzucił wszystkie moje wnioski dowodowe, które dotyczyły poznania prawdy, łącznie z tym, że nie przesłuchał mnie nawet" - powiedział. Stwierdził też, że zbankrutuje, jeśli będzie musiał wykupić czas antenowy w godzinach wskazanych wyrokiem.
Ziobro nigdy nie poczuwał się do winy. "Moje wypowiedzi były wyrwane z kontekstu. W treści konferencji prasowej blisko 20-krotnie podkreślam, że mamy do czynienia z zarzutem" - tłumaczył, sugerując, że całemu zamieszaniu winni byli dziennikarze, tworzący atmosferę "napięcia i olbrzymiego niepokoju".
Prokuratura oczyściła już doktora Mirosława Garlickiego z zarzutu zabójstwa i narażenia na utratę życia innego chorego z powodu "niepopełnienia przez podejrzanego zarzucanych mu przestępstw". Na koncie kardiochirurga są jeszcze zarzuty korupcyjne.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!