Moment wyboru przewodniczącego. Napieralski cieszy się jak dziecko, skacze, widać, że był zaskoczony. Obejmuje Olejniczaka, a ten ze złością odrzuca jego ramię. Wygląda jakby chciał się zamierzyć i dać Napieralskiemu w twarz na oczach kamer. Na szczęście sytuacje zauważa kilku działaczy lewicy. Szybko podbiegają i odgradzają Olejniczaka. Kamuflują nieprzyjemne zdarzenie i wszystko wychodzi naturalnie, a potem z okrzykami "hip hip hura" podrzucają Napieralskiego do góry.

Obaj słabo pamiętają stan wojenny, jako dzieci nosili relaksy, zajadali się lodami Bambino, a później słuchali Depeche Mode. Są równolatkami, urodzili się w 1976, jeden w marcu, drugi w kwietniu. Wojciech Olejniczak ma syna i córkę, Grzegorz Napieralski dwie córki. Obaj wzięli ślub kościelny, ale dziś mocno dystansują się od Kościoła. Olejniczak zrobił doktorat, Napieralski dopiero robi. Nie znają języków obcych, ale uczą się angielskiego. Obaj doszli do tego samego celu, czyli szefostwa SLD, choć bardzo różnymi ścieżkami.

Wojciecha Olejniczaka, zwanego przez przyjaciół "Olej", do polityki wprowadził Leszek Miller. To on pomógł mu osiągnąć karierę, o jakiej nie śniło się chłopakowi spod Łowicza. Miller zna go od dzieciństwa. "Znałem ojca Olejniczka, razem działaliśmy w PZPR. Pan Olejniczak zaprosił mnie do swojego gospodarstwa, a tam biegał 12-letni Wojtek".

Po latach Miller postanowił podać rękę młodemu Olejniczakowi. Dziś rozgoryczony nie przebiera w słowach, mówiąc o swoim wychowanku, bo ten skreślił go z list wyborczych SLD. "Później dom Olejniczaków odwiedzało jeszcze wielu prominentnych działaczy SLD i wszyscy chcieli Wojtkowi pomagać" - mówi kolega z klubu.

W tym samym czasie Grzegorzowi Napieralskiemu nie w głowie było polityczne gwiazdorstwo. "Jego kariera nie funkcjonowała na zasadzie <podaj rękę>, częściej było to <kopnij w tyłek>" - wspomina partyjny kolega. Do dziś Napieralski jest o wiele bardziej bezwzględny w partyjnych rozgrywkach od ugodowego Olejniczaka. "Im więcej spotykało go trudności, z tym większą zaciętością walczył o swoje" - dorzuca poseł lewicy. Ojciec Napieralskiego był instruktorem w szczecińskim Komitecie Wojewódzkim PZPR. Przemiany roku 1989 obecnemu szefowi SLD, wówczas 15-latkowi kojarzą się źle - matka i ojciec stracili pracę. Dziś twierdzi, że zdenerwowało go wprowadzenie religii do szkoły. W technikum mechanicznym działał w samorządzie uczniowskim. Polityka przyszła na studiach. Studenci jego wydziału - politologii w Szczecinie - masowo zapisywali się do Unii Wolności. On wybrał SdRP. Imponował mu Kwaśniewski. Był w młodzieżówce i w partii. Poznawał coraz ważniejszych ludzi - od Jacka Piechoty do samego Kwaśniewskiego.

Dla Olejniczaka studia na SGGW to czas wytężonej działalności w samorządzie studenckim. Tak, że w 1999 r. został wybrany na szefa Parlamentu Studenckiego. Zasłynął tym, że w 2000 r. jako jedyny przewodniczący w historii parlamentu nie dostał absolutorium. Ponoć dlatego, że zadeklarował chęć zajęcia się polityką. Parlament miał być apolityczny. Delegaci uznali to za zdradę. Sprawa wróciła kilka lat później. Po nominacji Olejniczaka na ministra rolnictwa na internetowych forach rozpętała się burza. Internauci podający się za byłych działaczy samorządu studenckiego SGGW zarzuciło mu nieprawidłowości przy wyłanianiu kandydatów na praktyki studenckie w Anglii i rozliczaniu pieniędzy. Wytykano też protekcję przy przydzielaniu miejsc w akademikach i nieprawidłowości w prowadzeniu studenckiego klubu. Podczas studiów były też sukcesy. Olejniczakowi udało się schudnąć 20 kilo i stracić przydomek "Misio brunatny".

Misiowi udało się coś jeszcze. Na konto sukcesów może zaliczyć przeprowadzenie pomysłu kredytów studenckich. Andrzej Szejna, dziś eurodeputowany lewicy, kolega za studiów Olejniczka, tak wspomina ten okres: "Akurat były składane poprawki do budżetu przez Balcerowicza. Prezydent Kwaśniewski poparł nasz pomysł, Sejm też." A Olejniczak zyskał dodatkowo kontakty ze środowiskiem prezydenta.

Grzegorz Napieralski miał bardziej skomplikowaną drogę do serca Kwaśniewskiego. Musiał przedzierać się przez gąszcz prezydenckich ochroniarzy i asystentów. "Kwaśniewski przyjechał do Szczecina na kolację z najważniejszymi politykami lewicy. Gdzie mi tam było do nich, ale za wszelką cenę chciałem poznać go. Miał kolację w restauracji <Atlanta>, a ja akurat miałem kolegę, który był tam kelnerem, więc wkręciłem się na tę imprezę jako pomoc kelnera. Podszedłem do niego, przedstawiłem się i zrobiłem sobie z nim zdjęcie. Do dziś je trzymam" - wspomina Napieralski. W 1997 r. zachodniopomorski baron SLD Jacek Piechota zaproponował mu, by poprowadził kampanię Bogusława Liberadzkiego. Po wyborach został asystentem Liberadzkiego, a potem Piechoty. W 1998 r. Napieralskiemu zabrakło 26 głosów, by zostać radnym SLD. Trzy lata później bezskutecznie startował do Sejmu. Za rządów SLD był doradcą wojewody zachodniopomorskiego. Joachim Brudziński z PiS opowiada: "Ta posada była dla niego zabezpieczeniem po studiach. Nie doradzał zbyt często, bo w ogóle nie pojawiał się w pracy i wtedy lokalna gazeta ochrzciła go mianem <Grzesio dobra rada>."

Prawdziwa kariera Napieralskiego rozpoczęła się w 2004 r., gdy trafił do Sejmu. Zwolnił się mandat Liberadzkiego, który poszedł do Parlamentu Europejskiego. Następny w kolejce starosta myśliborski Janusz Winiarczyk zrezygnował z mandatu i tak otworzył drogę parlamentarną młodemu działaczowi lewicy. W 2005 roku Napieralski ponownie został wybrany na posła.

Olejniczak szybciej zdobywał doświadczenie w polityce, bo w 2000 roku pomagał przy wyborach prezydenckich. W sztabie wyborczym Kwaśniewskiego zajmował się stroną medialną i wizualną kampanii. Jednak kiedy przed wyborami w 2001 roku w okręgu łódzkim tajnie głosowano nad listą kandydatów do parlamentu, Olejniczak się na niej nie znalazł. "Poprosiłem, żeby ktoś ustąpił mu miejsca z listy i tak się stało" - mówi Miller. Miejsce dzięki protekcji znalazło się w nieodległym Sieradzu. I w 2001 Olejniczak wszedł do Sejmu.

Tu w drugiej połowie kadencji poznał się z Napieralskim. Trudno mówić o zażyłych relacjach, kilka uśmiechów na sejmowym korytarzu. "Napieralski to lewicowy radykał. Olejniczak to typ plastycznego polityka bardziej w stronę centrum. Był złotym dzieckiem, które miało wprowadzić nową jakość lewicy" - ocenia równolatek obu z PiS.

Olejniczak - liberał, Napieralski - stary aparatczyk - takie opinie powtarzają się często. Według wielu Napieralskiemu blisko do typu starego PZRP-owskiego działacza. Tomasz Nałęcz w wywiadzie dla DZIENNIKA opisywał go: "On reprezentuje kierunek sekciarsko-dogmatyczny jak kiedyś KPP: ostro definiowany podział klasowy, wszystko na zewnątrz jest wrogiem, a największe zagrożenie jest ze strony sąsiada."

Olejniczaka bez trudu dogadującego się z Platformą Janusz Palikot widział już nawet w tej partii. O liberalizmie Olejniczaka zaczęło się mówić, gdy pojawiły się postulaty odnowienia, zliberalizowania lewicy. Politycy SLD bardzo chcieli pozbyć się etykietki ludzi poprzedniej epoki. Potrzebni byli młodzi.

Stąd pomysł Millera, by mało znanego posła Olejniczaka zrobić ministrem rolnictwa. Zresztą wbrew Kwaśniewskiemu. To był początek wypłacania dopłat unijnych, więc sukces przyszedł stosunkowo łatwo. Nawet ludzie dalecy od lewicy przyznawali, że Olejniczak dobrze kierował resortem rolnictwa.

Te sukcesy spowodowały, że gdy SLD zaczął przechodzić ostry kryzys, partyjny "beton" zaczął namawiać Olejniczka, nieuwikłanego w PRL, by przejął kierownictwo. Najmocniej namawiali Janik i Kwaśniewski. Obawiali się, że przewodniczącym może zostać Marek Dyduch. Olejniczak bał się. Dopiero na godzinę przed głosowaniem zabrał głos o przyszłości partii. "Pamiętam moment, gdy Olejniczak został wybrany na przewodniczącego. Razem z Janikiem byli w pokoju. Janik miał strzelbę i celował w Olejniczaka, który na głowie miał hełm" - wspomina osoba z bliskiego otoczenia Olejniczaka.

Napieralski dostał propozycję objęcia stanowiska sekretarza generalnego. Zarzeka się, że nie chciał tego zaszczytu: "Byłem szefem rady SLD, posłem. Zresztą mieszkam w Szczecinie, miałem 2-letnią córkę" - zapewnia. Ale ktoś puścił plotkę, że będzie startował w głosowaniu na sekretarza partii. I tak nim został.

Olejniczak i Napieralski nie mogli już się tylko mijać na sejmowym korytarzu. A mieli zupełnie inne osobowości. Olejniczak na pozór otwarty, w rzeczywistości zachowuje większy dystans do ludzi. Woli rozmowy na wyższym szczeblu. Napieralski wszystkich traktował równo, fraternizował się. "Brat łata" - charakteryzuje go polityk PiS. Dzieliły ich nie tylko charaktery. Coraz bardziej różnili się też co do polityki własnej partii. Olejniczakowi coraz częściej zarzucano bliskość liberalnej Platformie.

Po objęciu funkcji przewodniczącego partii nie chciał jeździć za granicę. Nie zna języków. Józef Oleksy, nagrany potajemnie przez Aleksandra Gudzowatego, złościł się: "Nic nie umie w żadnym obcym języku i to jest lider młodej polskiej lewicy do cholery!"

Teraz Olejniczak nadgania na tym polu. Później członkowie SLD zaczęli narzekać na Olejniczaka, który ich zdaniem zaczął zawodzić, i rzekomo nie jest dostatecznie radykalny. "Nie ma zasadniczego pomysłu na program. Za mało było SLD w mediach, mimo że zjawiał się w pracy codziennie o ósmej rano, zanim przyszli pracownicy" - narzeka jeden z nich. Nawyk wczesnego wstawania nie wystarczył, by ratować upadającą partię. Dla usprawiedliwienia trzeba przyznać, że Olejniczak nie unikał obowiązków. Był wicemarszałkiem Sejmu, ale że miał małe dzieci, potrafił wybiec z Sejmu, kiedy synka rozbolał brzuch.

Był czas, że obaj młodzi lewicowcy współpracowali, organizowali wspólne konferencje, grzmieli na rządzących, lojalnie dzielili się obowiązkami. Cisza spokój, nic się nie działo. Do czasu. "On chciał mnie wywalić, zmienić statut, tak by mnie sprowadzić do roli sekretarki" - tłumaczy Napieralski. Początkowo, po kilku pierwszych konfliktach próbowali jednak dojść do porozumienia. Napieralski otwarcie przyznaje, że były spotkania przy kieliszku i wspólne ustalenia. Ale po tym ciężki poranek, kac i ból głowy, a Olejniczak zdawał się o niczym nie pamiętać. "Kiedyś mu zaproponowałem, żeby był wicemarszałkiem, przewodniczącym, a ja żebym był szefem klubu i sekretarzem generalnym. Następnego dnia dostałem SMS-a, że nic z tego" - przedstawia swoją wersję Napieralski.

Wojna podjazdowa się zaostrzała i obaj chwytali się różnych broni. Napieralski postanowił wykorzystać powszechny na lewicy autorytet Wojciecha Jaruzelskiego. Zaczął go bardzo często odwiedzać i zapraszać na oficjalne spotkania. Więc i Olejniczak postanowił zajrzeć do generała. Tyle że Napieralski był pierwszy i ponoć to jego wskazał generał. A Olejniczaka Jaruzelski przyjmował raczej oficjalnie. "Grzesiek potrafił godzinami rozmawiać z Jaruzelskim o czasach II wojny światowej. Pokornie wysłuchiwał wielogodzinnych opowieści o majątku generała" - opowiada świadek zabiegów o względy generała. Co zabawne, Napieralski nie tylko potrafi rozmawiać z Jaruzelskim, jak się później okazało, potrafił też rozmawiać z Kaczyńskimi. Dlaczego? Bo to ludzie, którzy też lubią snuć długie opowieści o historii: np. PPS-ie, Piłsudskim. "Wbrew powszechnemu przekonaniu o nienawiści Kaczyńskich do lewicy, oni uważają, że na arenie politycznej jest miejsce dla SLD. Istnieje lewicowy 20 proc. elektorat, a skoro teraz lewica ma tak małe poparcie, to znaczy, że polityczny porządek jest po prostu zachwiany" - zapewnia rozmówca DZIENNIKA . "Kaczyńscy go lubią, bo uważają go za typa przedwojennego polityka z PPS-u. Oni chcieliby takiej lewicy, jaka była przed wojną" - przekonuje polityk SLD.

Ale także Olejniczak potrafi kokietować. Po tym jak Napieralski zaczął o sobie mówić, że jest naśladowcą lewicowego premiera Hiszpanii Zapatero, Olejniczak spłatał mu psikusa. Zaprosił do Polski pewnego cenionego na lewicy hiszpańskiego eurodeputowanego i zaczął mu opowiadać o sobie i o Napieralskim. Oczarowany opowieścią Hiszpan zaczął publicznie głosić, że polskim odpowiednikiem Zapatero jest ... Olejniczak.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy Olejniczak zauważył, że jego przeciwnik jest o wiele bardziej sprytny w partyjnych rozgrywkach. "Wtedy Wojtek zaczął zwyczajnie zazdrościć Grześkowi. Wszystko co robił Napieralski, było ściśle monitorowane przez Olejniczaka. Pierwszy raz Olejniczak zaczął się układać z kolegami z partii" - mówi polityk lewicy. Niestety dla niego partyjne układanki niezbyt się układały, a tajne rozmowy szybko wychodziły na jaw. "To, że nie potrafi prowadzić rozgrywek, to na pewno dobrze o nim świadczy jako o człowieku, ale w przypadku przywódcy politycznego to negatywna cecha" - taką opinię o nim ma jeden z młodszych posłów SLD. A Leszek Miller dodaje: "Olejniczak zwyczajnie nie sprawdza się w strukturach partyjnych."

Swój start w walce o fotel przewodniczącego Napieralski ogłosił w mediach na półtora miesiąca przed ubiegłorocznym, majowym kongresem SLD. Ale rzeczywiście pracował na to już od dwóch lat. Przekonywał, że to on powinien objąć przywództwo. "Nigdy nie zapomnę akcji z Kasią Piekarską, która miała być trzecim kandydatem na przewodniczącego, a w ostatniej chwili zrezygnowała, oddając swoich zwolenników Napieralskiemu" - opowiada świadek wewnątrzpartyjnych negocjacji. Olejniczak przed kongresem też prowadził rozmowy, ale mniej skutecznie. Napieralski dostał SMS-a, gdzie była liczba 231. Z początku nie wiedział, o co chodzi. W końcu ktoś za plecami krzyknął, że wygrał. W tym samym czasie Olejniczak siedział w gabinecie. Kiedy usłyszał, że przegrał, rzucił tylko: "To już koniec." I wyszedł.

Dziś i Olejniczak i Napieralski zarzucają sobie brak lojalności. Olejniczak: "Miałem jeden problem w Sojuszu. Potrzebuję w życiu partyjnym lojalności. Podsycanie konfliktów nie jest potrzebne, a tego było zdecydowanie za dużo" - mówi DZIENNIKOWI były szef partii. Napieralski w odpowiedzi zarzuca Olejniczakowi, że nie potrafi uszanować decyzji członków partii i uznać, że to właśnie Napieralski jest jej przewodniczącym.

Posiedzenie klubu parlamentarnego SLD. Jego władze mają zadecydować o odwołaniu Olejniczka ze stanowiska szefa klubu. Olejniczak namawia, przekonuje, przeciąga działaczy na swoją stronę. Napieralski nie rozmawia z nikim. Jest spokojny i pewien swego. Skoro jest przewodniczącym, to nikt nie powinien podważać jego pozycji. Nagle okazuje się, że jednym głosem Olejniczak zostaje uratowany. Napieralski po raz pierwszy od dłuższego czasu czuje gorycz porażki. Nie docenił przeciwnika, którego do tej pory prawie zawsze ogrywał.