List Kaczyńskiego do Obamy "pełen gaf"
Dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas widzi w liście Lecha Kaczyńskiego przesłanym "Washington Times" wiele gaf. "W pierwszym zdaniu gratuluje Amerykanom wyboru nowego prezydenta, nie wymieniając jego nazwiska i chwali działania administracji Georga W. Busha." - mówi DZIENNIKOWI politolog.
- Polityczne sukcesy i wpadki roku
- Bielan pokłócił się z Kamińskim o strategię PiS
- Gazeta w USA: Kaczyński to dziecięcy aktor
- Będą kary za kompromitowanie prezydenta
- Alfabet prezydentury Lecha Kaczyńskiego
- Lech Kaczyński jest jak Barack Obama
- Gdyby trafili prezydenta, BOR byłby bezsilny
- Lech Kaczyński wychodzi z cienia
- Kaczyński nazwany "dziecięcym aktorem"
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas twierdzi, że niezręcznym był też wybór samego tytułu. "<Washington Times> to nie jest dobre medium, aby zwracać się do
Demokratów. To tytuł jawnie ideologiczny, kojarzony z Republikanami. Służy głównie do wymiany zdań pomiędzy skrajnymi konserwatystami" - wyjaśnia politolog.
"List Kaczyńskiego odbieram jako przesłanie do Republikanów: Straciliście władzę, ale Polacy trwają przy was" - powiedział DZIENNIKOWI dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas.
>>>Gazeta w USA: Kaczyński to dziecięcy aktor
Amerykanista mówi także o dyplomatycznych wpadkach Kaczyńskiego. "W pierwszym zdaniu gratuluje Amerykanom wyboru nowego prezydenta, nie wymieniając jego nazwiska i chwali
działania administracji Georga W. Busha. Dalej czytam o zbliżających się wyborach do Parlamentu Europejskiego. Kaczyński je marginalizuje twierdząc, że oczy świata i tak są zwrócone na
administrację USA".
"Prezydent Polski, członka Unii Europejskiej, nie powinien sugerować wyższości Stanów Zjednoczonych nad UE" - mówi Kostrzewa-Zorbas.
Zwraca on także uwagę na niedbałość lub złą wolę redakcji "The Washington Times". "Lech Kaczyński został przedstawiony na łamach tej gazety jako aktor filmów dziecięcych, nigdzie nie znalazła się tam informacja, że jest profesorem prawa. To odbiera mu powagi, podobnie, jak zniekształcenie jego nazwisku. Redakcja na ten fakt nie reaguje, mimo iż w komentarzach jest prośba od czytelnika aby to zmienić. Niestety, trzeba traktować to w ramach <polish joke>, czyli polskich dowcipów" - podkreśla amerykanista.
O liście chcieliśmy porozmawiać z Piotrem Kownackim, szefem prezydenckiej kancelarii: "Nie wiem o czym pan mówi. O całej sprawie dowiaduję się od pana" - stwierdził prezydencki minister, zapytany o to jak ocenia list i czy będzie interweniował w sprawie pomyłki w amerykańskiej gazecie.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!