To właśnie na ekspertyzach Zdzisława Marka opierała się prokuratura PRL w sprawie śmierci Stanisława Pyjasa. Znaleziono go martwego w maju 1977 roku w sieni krakowskiej kamienicy.

>>> "Pyjas nie może odpocząc w spokoju"

W książce "Głośne zdarzenia w świetle medycyny sądowej" profesor stawia następującą hipotezę - pijany Stanisław Pyjas dobijał się do mieszkania koleżanki i został uderzony gwałtownie otwieranymi przez kogoś drzwiami. Zrezygnował z wizyty, zszedł na dół, a tam, siedząc u stóp schodów, zachłysnął się krwią z wargi zranionej przy uderzeniu. Zaczął się dusić i upadł na posadzkę, doznając kolejnych urazów - pisze "Rzeczpospolita".

"Tylko zmasowana propaganda i z uporem powtarzane twierdzenia, że Stanisława P. zamordowano, utrwaliła to w powszechnym przekonaniu, bezkrytycznie powtarzanym. (...) Każdy mający odmienne zdanie, czy choćby wyrażający wątpliwości, jest zakrzykiwany i nazywany <świadomym współpracownikiem usiłującym zatuszować ponurą zbrodnię>" - pisze w swojej książce prof. Marek.

>>> Pomocnik esbeków opluł Wildsteina

Profesor sugeruje też, że za śmierć Pyjasa współodpowiedzialny może być Bronisław Wildstein. "Wielce ciekawe i niecodzienne było zachowanie w tym przypadku Bronisława W. - najbliższego przyjaciela (jak wielokrotnie twierdził) Staszka, a także towarzysza w ostatnim dniu życia. Zostawił nietrzeźwego przyjaciela w mieście, potem wyjechał na wiele lat za granicę" - pisze w swojej książce prof. Marek. I dodaje, że Wildstein wrócił po długim czasie, gdy mogła przedawnić się sprawa "na przykład nieumyślnego zadania obrażeń. Musi to jednak pozostać w sferze domysłów, chyba że ci, którzy znają prawdę, zdecydują się mówić" - pisze Marek.

Działacz opozycji prof. Ryszard Terlecki przypomina, że Wildstein faktycznie wyjechał za granicę, ale... dopiero cztery lata po śmierci Pyjasa i musiał tam zostać po ogłoszeniu stanu wojennego.

A sam Wildstein słowa prof. Marka kwituje krótko: "Kanalia, po prostu kanalia. Za to, że opisałem jego rolę w sprawie Pyjasa, wytoczył mi proces i wygrał, co wiele mówi o naszym wymiarze sprawiedliwości".

Wersji prof. Marka zaprzeczają ogólnie znane ustalenia wznowionego w latach 90. śledztwa. W 1999 roku śledczy doszli do wniosku, że studenta śmiertelnie pobito, najprawdopodobniej z inspiracji SB. Marek forsuje jednak inną tezę. Powtarza też wersje peerelowskiej prokuratury i SB dotyczące dwukrotnego pobicia w 1985 roku przez "nieznanych sprawców" księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. "Sugerowano wtedy, że upozorowałem je sam lub przy czyjejś pomocy" - mówi ks. Zaleski.

Nadzwyczajna komisja powołana w 1991 roku przez rektora Akademii Medycznej stwierdziła, że prof. Marek w swojej działalności opiniodawczej naruszył normy etyczne pracownika nauki. Pozbawiła go funkcji kierownika Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej.

Książkę Marka w nakładzie 2 tys. egzemplarzy wydało w tym roku krakowskie Wydawnictwo Medyczne. Można ją kupić w księgarniach medycznych i w internecie. Wydawca dystansuje się od treści książki, drukując adnotację: "Interpretacje opisanych zdarzeń są wyrazem poglądów i wiedzy Autora". Przeciwko zawartym w niej tezom już zaprotestowali m.in. były minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski czy biskup Tadeusz Pieronek.