Generał Skrzypczak: Oskarżam za Afganistan

2009-08-17 | Ostatnia aktualizacja: 03:19 | Komentarze: 0 | skomentuj
Generał Skrzypczak: Oskarżam za Afganistan

Generał Skrzypczak: Oskarżam za Afganistan Fot. fot. Michal Rozbicki / Inne

Wojskowi przerywają milczenie. Generał Waldemar Skrzypczak w wywiadzie dla DZIENNIKA mówi wprost, że polska armia w Afganistanie ma niedobry sprzęt. Dowódca wojsk lądowych oskarża, że o wyposażeniu decydują urzędnicy, którzy wojnę znają tylko z filmów.

Pogoda

POLSKA

Sobota 2013-05-18

temp. min 9°C max. 28°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Michał Majewski, Paweł Reszka: Słyszeliśmy, że po ostatnim tragicznym zdarzeniu w Afganistanie odbył pan generał naradę z podwładnymi. Miał pan tam powiedzieć: "Czara goryczy się przelała", przepraszał pan, że pańskie działania na rzecz zakupu sprzętu dla żołnierzy w Afganistanie nie były dość skuteczne. Czy to prawda?
Waldemar Skrzypczak: To prawda. Żałuję, że tego, co mówię dziś, nie powiedziałem wcześniej.

To dlaczego pan nie powiedział wcześniej?
Myślałem, że będziemy mieli w końcu właściwy sprzęt, ale okazało się, że wierzyłem niepotrzebnie. Moja wiara była niewarta tego, co się stało.

>>> Sikorski: Nie wycofamy się z Afganistanu

Wrócił pan właśnie z Leźnicy, z ceremonii przywiezienia do Polski ciała kapitana Daniela Ambrozińskiego. Co pan czuł na miejscu?
Ból po stracie doskonałego dowódcy. I poczucie wstydu, że nie daliśmy żołnierzom potrzebnego sprzętu. To my, generałowie, jesteśmy odpowiedzialni za to, czy żołnierze mają wyposażenie potrzebne na wojnę. My prosimy o broń, ale wszystko tonie w procedurach biurokratycznych. Decydują urzędnicy wojskowi, którzy front widzieli w filmie "9 kompania". My jesteśmy stawiani pod pręgierzem przez przełożonych, którzy słuchają doradców mających mgliste pojęcie o szkoleniu i tkwią w schematach z lat 70. i 80.

Premier poleciał do Afganistanu. Powiedział, że wojsku brakuje sprzętu. Rozumiemy, że pan się z tym zgadza?
Jestem bardzo zadowolony, że premier znalazł czas dla żołnierzy w Afganistanie i dostrzegł to, co jest dla nas największym problemem. Brakuje sprzętu, o który walczymy nieustannie od trzech lat. Chodzi o bezzałogowe samoloty rozpoznawcze, śmigłowce i ich uzbrojenie. Rozumiem, że jest kryzys. Jednak wcześniej, gdy były pieniądze, nie kupiono tego, co trzeba. To, co było pilną potrzebą operacyjną, nie dotarło na front wcale, bo pieniądze poszły na co innego.

Pan generał mówił, że pieniądze poszły gdzie indziej? Gdzie poszły?
To nie do mnie pytanie, bo nie ja te pieniądze dzieliłem. Dziwne jest, że kupuje się sanitarki, których w jednostkach mamy pod dostatkiem. Idzie pełną parą rozdmuchany program zakupów mostów dla wojsk lądowych. Tymczasem śmigłowców, które są nam potrzebne, nie ma. A wystarczy, żeby uwzględniono to, cośmy pisali jako Dowództwo Wojsk Lądowych. Dwa lata temu dokonaliśmy głębokiej analizy tego, co nas spotka w latach 2009-11. Stwierdziliśmy, że zabraknie nam śmigłowców na front i do szkolenia. Alarmowaliśmy, że trzeba nam kupić śmigłowce Mi-24 i Mi-17 lub Mi-171. Generalnie wszyscy się z tym zgodzili, ale potem sprawa umarła śmiercią naturalną. Tymczasem już dziś piloci czekają w kolejkach, żeby móc uczyć się latać. Prawdziwy problem zrodzi się w drugiej połowie 2010 roku.

Michał Majewski, Paweł Reszka
Źródło: dziennik.pl
1234następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Sonda

Bieliznę XXL jakiej marki uważasz za najlepszą i polecasz innym?