Generał Skrzypczak: Oskarżam za Afganistan
Wojskowi przerywają milczenie. Generał Waldemar Skrzypczak w wywiadzie dla DZIENNIKA mówi wprost, że polska armia w Afganistanie ma niedobry sprzęt. Dowódca wojsk lądowych oskarża, że o wyposażeniu decydują urzędnicy, którzy wojnę znają tylko z filmów.
- Tusk na razie nie zwolni ministra obrony
- "Niech Tusk nie oszczędza na żołnierzach"
- Sikorski: Nie wycofamy się z Afganistanu
- Tusk: W Afganistanie potrzeba sprzętu
- Klich: Konieczne większe zakupy dla wojska
- Pitera atakuje szefa wojsk lądowych
- Siwiec: Skrzypczak jest od prezydenta
- Minister Klich: Dziwna odwaga Skrzypczaka
- Gen. Skrzypczak przeczy słowom szefa MON
- Tak generał walczył o sprzęt dla żołnierzy
- "Kto się przyzna do błędów w Afganistanie?"
- Nasi komandosi zabili mordercę Polaka
- Słabe punkty akcji w Afganistanie
- Tusk nie chce wysłać kolejnych żołnierzy
- Niespodziewana wizyta Tuska w Afganistanie
Pogoda
POLSKA
Sobota 2013-05-18

temp. min 9°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Michał Majewski, Paweł Reszka: Słyszeliśmy, że po ostatnim tragicznym zdarzeniu w Afganistanie odbył pan generał naradę z podwładnymi. Miał pan tam powiedzieć: "Czara
goryczy się przelała", przepraszał pan, że pańskie działania na rzecz zakupu sprzętu dla żołnierzy w Afganistanie nie były dość skuteczne. Czy to prawda?
Waldemar Skrzypczak: To prawda. Żałuję, że tego, co mówię dziś, nie powiedziałem wcześniej.
To dlaczego pan nie powiedział wcześniej?
Myślałem, że będziemy mieli w końcu właściwy sprzęt, ale okazało się, że wierzyłem niepotrzebnie. Moja wiara była niewarta tego, co się stało.
>>> Sikorski: Nie wycofamy się z Afganistanu
Wrócił pan właśnie z Leźnicy, z ceremonii przywiezienia do Polski ciała kapitana Daniela Ambrozińskiego. Co pan czuł na miejscu?
Ból po stracie doskonałego dowódcy. I poczucie wstydu, że nie daliśmy żołnierzom potrzebnego sprzętu. To my, generałowie, jesteśmy odpowiedzialni za to, czy żołnierze mają wyposażenie
potrzebne na wojnę. My prosimy o broń, ale wszystko tonie w procedurach biurokratycznych. Decydują urzędnicy wojskowi, którzy front widzieli w filmie "9 kompania". My jesteśmy
stawiani pod pręgierzem przez przełożonych, którzy słuchają doradców mających mgliste pojęcie o szkoleniu i tkwią w schematach z lat 70. i 80.
Premier poleciał do Afganistanu. Powiedział, że wojsku brakuje sprzętu. Rozumiemy, że pan się z tym zgadza?
Jestem bardzo zadowolony, że premier znalazł czas dla żołnierzy w Afganistanie i dostrzegł to, co jest dla nas największym problemem. Brakuje sprzętu, o który walczymy nieustannie od trzech
lat. Chodzi o bezzałogowe samoloty rozpoznawcze, śmigłowce i ich uzbrojenie. Rozumiem, że jest kryzys. Jednak wcześniej, gdy były pieniądze, nie kupiono tego, co trzeba. To, co było pilną
potrzebą operacyjną, nie dotarło na front wcale, bo pieniądze poszły na co innego.
Pan generał mówił, że pieniądze poszły gdzie indziej? Gdzie poszły?
To nie do mnie pytanie, bo nie ja te pieniądze dzieliłem. Dziwne jest, że kupuje się sanitarki, których w jednostkach mamy pod dostatkiem. Idzie pełną parą rozdmuchany program zakupów
mostów dla wojsk lądowych. Tymczasem śmigłowców, które są nam potrzebne, nie ma. A wystarczy, żeby uwzględniono to, cośmy pisali jako Dowództwo Wojsk Lądowych. Dwa lata temu dokonaliśmy
głębokiej analizy tego, co nas spotka w latach 2009-11. Stwierdziliśmy, że zabraknie nam śmigłowców na front i do szkolenia. Alarmowaliśmy, że trzeba nam kupić śmigłowce Mi-24 i Mi-17 lub
Mi-171. Generalnie wszyscy się z tym zgodzili, ale potem sprawa umarła śmiercią naturalną. Tymczasem już dziś piloci czekają w kolejkach, żeby móc uczyć się latać. Prawdziwy problem
zrodzi się w drugiej połowie 2010 roku.


















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!