Mijały kolejne godziny, a przelewu na kontach Agencji Rozwoju Przemysłu, która odpowiada za wykonanie transakcji, nie było. "Czekamy do północy. Nic więcej nie mogę powiedzieć" - niezmiennie na każdy telefon odpowiadała Roma Sarzyńska z Agencji Rozwoju Przemysłu. "Jeśli pieniądze nie wpłyną na konto do północy, to rano wydamy komunikat odnośnie do naszych innych planów" - powtarzał z kolei rzecznik resortu skarbu Maciej Wewiór.

>>>O czym Tusk rozmawiał z premierem Kataru

Także politycy PO cały dzień z napięciem śledzili doniesienia dotyczące stoczni: "Trzymamy mocno kciuki i wierzymy, że ministrowi Gradowi uda się rozwiązać problem, który przez wszystkie poprzednie ekipy był zaniedbywany. Ale wiemy, że sprawa jest wyjątkowo trudna i złożona" - mówił nam po południu Stanisław Gawłowski, wiceminister środowiska i polityk PO z woj. zachodniopomorskiego.

>>>Grad do związków: Sami kupcie akcje

Żaden oficjalny sygnał od inwestora nie napływał. "Wiem, że były próby skontaktowania się z Katarczykami, ale bez odzewu" - opowiada jeden z pracowników resortu.

Według naszych rozmówców po południu wyczuwało się już nastrój rezygnacji. "Nie pogniewamy się, jak pieniądze wpłyną po terminie" - pocieszał się jeden z urzędników ministra Grada.

Z oczekiwaniem na pieniądze w resorcie trwało dopinanie planów na wypadek fiaska transakcji. Jeśli sprzedaż nie dojdzie do skutku, resort ma gotowy plan B. Ma go ujawnić rano. Na czym polega? Ministerstwo jeszcze raz będzie próbować sprzedać majątek stoczni. Urzędnicy przyznają jednak, że wątpliwe, by znalazł się inwestor, który zakupi całość i będzie chciał nadal produkować statki. Bardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że majątek stoczni zostanie podzielony na kawałki i zlicytowany. Oznacza to faktyczną likwidację stoczni.

Pracę może też stracić szef resortu skarbu. Bo premier Donald Tusk nie zostawił wątpliwości, że jeśli do końca sierpnia sprawa stoczni nie zakończy się happy endem, to Aleksandra Grada czeka dymisja. "Liczy się finał" - powiedział Tusk w zeszłym miesiącu, gdy zaczęły się kłopoty ze sprzedażą stoczni.

Opozycja uważa, że tak się powinno stać, nawet jeśli pieniądze na konto wpłyną. "Teraz osoba, która doprowadziła do takiego zamętu, ma przeprowadzać szybką prywatyzację. To budzi niepokój w najwyższym stopniu. Gdyby premier odwołał ministra Grada, to byłoby dobre posunięcie" - przekonuje Aleksandra Natalli-Świat, wiceprezes PiS.

Stoczniowcy nie przejmują się losem szefa resortu skarbu, a przede wszystkim własnym. "Nie zależy nam na dymisji ministra, a na tym, żeby cała transakcja dotycząca przemysłu stoczniowego dobiegła końca" - mówił wczoraj w TVN 24 Mieczysław Jurek z NSZZ "Solidarność".

O przesunięcie terminu sprzedaży poprosił w lipcu sam inwestor: Stichting Particulier Fonds Greenrights. Powodem miał być list Szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni. Stowarzyszenie zarzucało, że transakcja ma wady prawne. Prawnicy Katarczyków mieli jeszcze raz przyjrzeć się umowie.

Wczoraj poinformowaliśmy, że tydzień temu Stowarzyszenie wysłało kolejny list do inwestora, podtrzymujący poprzednie zarzuty.