Choć złoty jest mocno osłabiony, kondycja polskiej gospodarki jest - zdaniem tygodnika - daleka od załamania. "Economist" podkreśla, że u nas zaledwie jedna trzecia firm oraz rodzin zaciągnęła bankowe pożyczki. O wiele gorzej jest na Węgrzech, bo tam zadłużonych jest dwa razy więcej przedsiębiorstw oraz gospodarstw domowych.

"Economist" przewiduje, że jeśli np. Węgry stanęłyby na skraju bankructwa, szybko odczuliby to mieszkańcy Europy Zachodniej. Zapaść Budapesztu odbiłaby się bowiem na bankach z Austrii, Włoch czy Szwecji, które inwestowały nad Balatonem. To z kolei wstrząsnęłoby tamtejszymi gospodarkami. Dlatego - konkluduje "Economist" - najważniejsze jest powstrzymanie lokalnych walut przed załamaniem.

To jednak może rodzić wielkie problemy. Tygodnik przewiduje, że mieszkańcy "starej Unii" mogą się poczuć pokrzywdzeni, że za ich pieniądze są ratowane gospodarki innych państw. Zwłaszcza że już podnoszą się też głosy, że niektóre kraje Europy Wschodniej były źle przygotowane do członkostwa w UE i zmarnowały pożyczone miliardy: nie dokończyły koniecznych reform, a pieniądze źle spożytkowały, kreując boom budowlany i konsumpcyjny.

"Economist" pisze, że kryzys na Wschodzie będzie budził również pytania o przyszłość samej Unii Europejskiej. Może zdestabilizować wspólną walutę, jeśli państwa takie jak Irlandia czy Grecja, będą mieć podobne kłopoty jak kraje Europy Wschodniej.

"Jeszcze nie jest za późno, by uratować Wschód, ale politycy muszą się tym zająć juz teraz" - konkluduje "The Economist".