Na zakończonym w czwartek szczycie UE ustalono, że grecki dług zmniejszy się o 100 mld euro - z obecnych 350 mld - dzięki zgodzie banków na poniesienie strat w wysokości 50 proc. wartości greckich obligacji. Na tak duże, bo 50-procentowe, straty dla inwestorów naciskały Niemcy. Uzgodniono również "zwielokrotnienie" - do około biliona euro - mocy pożyczkowych Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF) oraz dokapitalizowanie kluczowych unijnych banków o ok. 106,4 mld euro.

Według Komorowskiego, te decyzje nie załatwiają sprawy, są na "krótką metę", ale - jak mówił - być może "krótka meta" to parę lat, a nie parę miesięcy czy parę tygodni. "Rozwiązuje to jednak problem, dylemat - czy Grecja upadnie, czy nie upadnie, czy będzie jakaś katastrofa. To też jest jakaś korzyść" - zaznaczył.

Prezydent, który spotkał się w piątek w Poznaniu ze studentami, powiedział, że "szczęśliwie" nie pamiętają oni czasu, kiedy Polska była bankrutem na przełomie lat 80. i 90. Zwrócił uwagę, że Polsce proponowano wówczas pomoc z funduszu w wysokości 1 miliarda dolarów.

"Jak się dzisiaj słyszy o sumach, które są wymieniane przy ratowaniu krajów strefy euro, to ja aż ze zdumieniem przecieram oczy. Myśmy sobie poradzili, te pieniądze zostały zresztą oddane. Poradziliśmy sobie wtedy - musieliśmy zrobić głębokie reformy. I zrobiliśmy te głębokie reformy i do dzisiaj one procentują" - mówił Komorowski.

Zdaniem prezydenta, warto pamiętać nie tylko doświadczenia Polski sprzed dwudziestu paru lat, ale też niedawne doświadczenia w naszym rejonie Europy - na Łotwie.

"Łotwa, która też przeżyła zupełny okres załamania finansów ze względu na nietrafione kredyty, na niespłacane itd., co zrobiła? Musiała zacisnąć zęby, zacisnąć pasa i sobie poradziła. Poradziła z minimalnym zupełnie systemem wsparcia, mimo że jest członkiem UE" - podkreślił Komorowski. I - jak zauważył - ekipa, która wdrożyła drakoński system oszczędnościowy wygrała wybory.

"Więc może jest to kwestia klimatu, że jednak na północy ludzie może są bardziej zdolni do poświęceń, ograniczeń i zrozumienia potrzeby wyrzeczeń, a na południu mniej. Ale może jest inne i - według mnie - o wiele prostsze wytłumaczenie: strefa euro ma tę samą walutę, po prostu ma euro i Grecja nie może upaść bez daleko idących perturbacji dla całej strefy i dla pieniądza" - podkreślił prezydent.

"Powiem więcej: Łotwa musiała sobie poradzić w znacznej mierze dlatego, że też nie było łotewskich papierów wartościowych w liczących się bankach światowych i europejskich. A greckie papiery były i w związku z tym znaczna część tej pomocy, kierowanej dzisiaj do Grecji tak naprawdę służy również uratowaniu banków, niemieckich, francuskich i innych, których upadek byłby groźny. Byłby groźny nie tyle dla Grecji, ile dla całej Europy i dla krajów, gdzie te banki mają swoje matki (gdzie są centrale) i dla całej Europy, także dla Polski zresztą" - powiedział prezydent.

"I stąd tak gigantyczne kwoty przeznaczane na wspomaganie gospodarki greckiej" - ocenił.