W poniedziałek rzeczniczka warszawskiej prokuratury podała, że przekazany jej do badań zegarek w rzeczywistości jest podróbką o rynkowej wartości około 600 zł.

Wcześniej prokuratura postawiła Nowakowi zarzuty w sprawie składania przez niego niezgodnych z prawdą oświadczeń majątkowych. Poszło o niewpisanie do oświadczenia majątkowego zegarka szacowanego na 15 tys. zł.

Sensacyjna informacja o rzeczywistej wartości zegarka wcale nie oznacza końca problemów Sławomira Nowaka. 

- Jeśli okaże się, że kupił on zegarek poza granicami Unii Europejskiej i wprowadził go w europejski obszar celny, to może mu grozić kara od grzywny do pozbawienia wolności - mówi dziennik.pl Filip Poniewski z kancelarii BBP Legal.

I podaje, że kara grzywny może wynieść nawet ponad 1 mln złotych. Szacuje jednak, że w tym przypadku byłoby to maksymalnie kilkaset złotych - może do 2000 zł,  jeśli mówimy tylko o jednym zegarku o wartości 600 złotych.

Natomiast sprowadzenie podróbki naruszającej prawo własności przemysłowej grozi karą pozbawienia wolności do dwóch lat.

Poniewski podkreśla, że wiele zależy od wartości samego przedmiotu - kiedy mowa jest o kilkuset złotych, to sąd może zdecydować o niskiej społecznej szkodliwości czynu i odstąpić od wymierzenia kary. 

- Z reguły jednak rzadko się tak dzieje. W tego typu postępowanie włączają się posiadacze praw przemysłowych, znaków towarowych czy też patentów, bo chronione są także mechanizmy, jak i wzory. Poza tym dochodzi także do naruszenia wspólnotowego kodeksu celnego - mówi. Decydujące jest w tym przypadku miejsce zakupu samej podróbki.

Jak dodaje, gdyby podróbka zegarka Sławomira Nowaka została ujawniona na granicy, to wówczas przedmiot musiałby być zwrócony. Jeśli stałoby się to po jej przekroczeniu, to zegarek zostałby zniszczony, takie są procedury.