Sytuację na Ukrainie można uznać za częściowo ustabilizowaną. Tak uważa były premier Włodzimierz Cimoszewicz. Wyjaśnił on w Jedynce, że rząd Mykoły Azarowa odnowił swój mandat w parlamencie, a protesty uliczne nie są zorganizowane i nie mają silnego zaplecza. Były premier dodał, że ukraińskie władze liczą, iż protesty same wygasną, zwłaszcza że nadchodzi zima.

Cimoszewicz uznał za błąd włączenie przez Unię Europejską sprawy Julii Tymoszenko do rozmów z Ukrainą. Jednak poza tym unijna oferta była obszerna i rzetelna i, jak dodał Cimoszewicz, nie ma potrzeby jej zmiany. Na pytanie o ewentualną większą pomoc finansową dla Kijowa były premier odpowiedział, że Ukraina otrzymała szansę na poprawę swej sytuacji.

Dodał, że kraj ten ciągle boryka się z problemami odziedziczonymi po Związku Radzieckim, na przykład korupcją, i sam musi sobie z nimi poradzić. Cimoszewicz podkreślił, że w obecnych realiach ekonomicznych ukraińskim oligarchom nie opłaca się unowocześniać firm. Boją się żyć w normalnych warunkach gospodarczych - dodał były premier.

Zdaniem Cimoszewicza, ogłoszona wczoraj przez ukraińskiego premiera informacja o negocjacjach z Unią Europejską ma charakter propagandowy. Były premier uznał za niemądre twierdzenia prasy rosyjskiej, dotyczące udziału Polski w przygotowaniu umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą. Powiedział, że choć Polska ma w Unii więcej do powiedzenia w sprawach Europy Wschodniej, to negocjacje z Ukrainą przygotowywała i prowadziła Bruksela.