Początkowo premier mówiła tylko o dwóch tysiącach, dokładnie sprawdzonych uchodźców, których Bruksela wyśle do Polski, by odciążyć kraje Unii, które przestają sobie radzić z falą uciekinierów. Jednak Ewa Kopacz szybko zmieniła zdanie i stwierdziła, że powinniśmy wykazać większą solidarność z krajami Wspólnoty. Jak twierdzi "Gazeta Wyborcza", na zmianę stanowiska szefowej rządu wpłynął szef Rady Europejskiej, Donald Tusk.

Miał przekonać szefową rządu argumentami dotyczącymi kalendarza wyborczego w Polsce. Jak pisze gazeta, Tusk stwierdził, że tuż przed wyborami odbędzie się szczyt Rady Europejskiej, na którym zostaną wyznaczone oficjalne kwoty uchodźców, a Polsce przypadnie więcej imigrantów, niż dwa tysiące. To oznaczałoby, jak pisze "GW", że PiS rozjedzie PO za uleganie dyktatowi Brukseli. Dlatego też premier zdecydowała się rozbroić tę minę i już teraz przyznać, że będziemy musieli przyjąć znacznie więcej uciekinierów z Bliskiego Wschodu.