Magdalena Rigamonti: Ma pan pistolet w domu?

Gen. Waldemar Skrzypczak: Nie, pozbyłem się. Jestem ojcem niespełna sześcioletniej dziewczynki, różne rzeczy się mogą wydarzyć. Po co trzymać broń w domu?

Dla bezpieczeństwa.

Wystarczy, że mam kilka szabel. Naostrzonych. Myśli pani, że ktoś chciałby mnie odpalić? Obcy mnie nie odpalą. Tylko swoi mogą. I jak będą chcieli, to i tak to zrobią. Chociaż ci swoi to też obcy, ludzie dziwnego pokroju. Fakt, że po naszym kraju tak hula FSB, świadczy tylko o tym, że Antek wszystko zniszczył.

Antek?

Co, nie wie pani, który Antek?

Macierewicz?

Tak. Do Antka mam pretensje o dwie rzeczy.

O WSI?

To pomijam, bo to nie moja firma. On wymyślił Nangar Khel. Jego ludzie, na jego polecenie, stworzyli scenariusz, z którego wynikało, że siedmiu naszych żołnierzy miało dokonać zbrodni, która nosiła znamiona ludobójstwa, czyli inaczej mówiąc – zabili świadomie, z premedytacją afgańskich cywilów w Nangar Khel. Przez lata Antek marzył, żeby oskarżyć tych chłopaków. Na szczęście nie udało się. Mam też do niego pretensję prywatną. Wie pani, że mój syn jest wojskowym. Kiedy był podporucznikiem, pojechał ze swoją 10. Brygadą Kawalerii do Iraku. Był na VIII zmianie. Wtedy ministrem obrony narodowej był Aleksander Szczygło, a ja byłem dowódcą wojsk lądowych. Dzwoni do mnie wieczorem minister i mówi: „Panie generale, odwołujemy pana syna z Iraku. Chcą go porwać”. I koniec rozmowy. Takiego ciśnienia dostałem, że... Od razu pojechałem na Cytadelę, dzwonię do Iraku, budzę gen. Lamlę, bo tam już noc, jest 3,5-godzinna różnica czasu i pytam, co się dzieje z Renartem, z moim synem. Słyszę, że nic, więc mówię, że chcą go porwać. Do rana wszystko było sprawdzone i oczywiście okazało się, że nikt nie chciał porywać młodego Skrzypczaka. Pojechałem na godz. 9 rano do Szczygły i mówię, co wiem, a on wyciąga szarą kopertę i tłumaczy, że tu ma meldunek min. Macierewicza i to może się dla Polski skończyć źle, nawet żądaniami wycofania wojsk polskich z Iraku. Odebrałem syna z lotniska, był w mundurze polowym, w dystynkcjach sierżanta o nazwisku Przybysz. Niezła hucpa, co?

Ale po co?

Antek szukał sensacji, rozgłosu. Chciał chyba, żeby media podchwyciły, że Skrzypczak w obawie o swojego syna wycofał go z Iraku. Idiotyzm. Po co ja bym syna tam wysyłał? Żeby go odwoływać? Antek jak sobie coś wyimaginuje, to... Pamięta pani, że wtedy mówiło się o tym, że księcia Harry’ego chcą porwać w Iraku, więc Antek wykombinował, że skoro Harry’ego, to pewnie i syna Skrzypczaka. No jaja przecież. Obiecałem sobie, że jak kiedyś spotkam się z nim na osobności, tak tylko we dwóch, to...

To?

To zachowam się jak ojciec.

Nie było okazji jeszcze?

Niestety, nie było. Zawsze jest ktoś trzeci. Ten facet i jego pretorianie zrobili wiele krzywdy wojsku polskiemu.

CAŁY WYWIAD ZNAJDZIECIE TUTAJ>>>