Na skutek ostrzału moździerzowego w afgańskiej wiosce w pobliżu Nangar Khel zginęło sześć osób. Trzy kolejne zostały ranne. Prokuratura uznała, że polscy żołnierze pojechali tam po to, żeby zabić, że działali z premedytacją – pisze Edyta Żemła i dodaje:
– wylicza autorka „Zdradzonych”.
A co wydarzyło się naprawdę tego upalnego dnia w połowie sierpnia 2007 roku, kiedy patrol z 18 Batalionu Powietrznodesantowego z Bielska Białej wyjechał z bazy Wazi Khwa? Edyta Żemła odtwarza wydarzenia prowadzącego do tragedii, bazując na opowieściach żołnierzy, na dokumentach, do których udało jej się dotrzeć, wreszcie na relacjach prasowych – dzień po dniu, a nawet godzina po godzinie. Rekonstrukcja zamienia się w reportaż, nasycający się emocjami tym bardziej, im bliżej śmierci cywilów i dramatu żołnierzy.
– stawia pytania autorka.
Dziennikarka odkrywa drugie, polityczne dno sprawy, która złamała kariery siedmiu żołnierzy. Punktuje elementy układanki, na które ani śledczy, ani dziennikarze, nie zwracali uwagi. Wskazuje na brak rozpoznania przed ostrzałem Nangar Khel, tak ważnego w każdej wojskowej misji, o braku danych wywiadowczych, bez których żołnierze działali praktycznie na ślepo, o brakach w sprzęcie i wyposażeniu, o wadliwych granatach, niecelnych moździerzach, wreszcie o ostrym konflikcie Służby Kontrwywiadu Wojskowego z dowódcami wojskowymi. Jak podkreśla, jej książka jest obrazem poskładanym z wielu klocków.
Co przedstawia ten obraz? Przede wszystkim ogromną niekompetencję polityków i służb specjalnych – odpowiada Żemła. Nie kwestionuje winy żołnierzy za śmierć sześciu osób, w tym także dzieci, nie wybiela ich i zgodnie z tym, o co proszą ją w jednej rozmów, nie robi z nich bohaterów. Pokazuje za to, do realizacji jakich celów przydała się ta tragedia. Zwraca uwagę na przebieg śledztwa, jej zdaniem ukierunkowany przez oczekiwania polityczne od samego początku, już od pierwszych działań oficerów SKW w Afganistanie badających sprawę Nangar Khel.
– opowiada jeden z oskarżonych żołnierzy, plutonowy Tomasz Borysiewicz, dowódca drużyny wysłanej tego feralnego dnia w celu dokonania ostrzału moździerzowego.
Akta śledztwa zawierały również inne nieścisłości. Jak opowiada jeden z żołnierzy, treść jego zeznania została zmanipulowana.
– wyjaśnia. Ale w protokole z przesłuchania została wersja osób przesłuchujących. Edyta Żemła znajduje więcej podobnych przypadków w trakcie śledztwa. Jak pisze, oskarżeni żołnierze odkryli w aktach na przykład zapisy ich prywatnych rozmów. Do dziś nie wiadomo, kto i na jakiej podstawie w Afganistanie założył im podsłuchy. Sprawa ta nie zostanie już rozwikłana. Stenogramy zostały zniszczone. Sąd, który rozpatrywał sprawę Nangar Khel, uznał, że niczego nie wniosły do śledztwa. Nie miały też żadnej wartości dowodowej.
Ostrze krytyki autorka „Zdradzonych” zwraca przede wszystkim w stronę ówczesnego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego i weryfikatora Wojskowych Służb Informacyjnych. Jej zdaniem to Antoni Macierewicz powinien uderzyć się w piersi z dwóch powodów – po pierwsze, za użycie tak zwanej weryfikacji do zniszczenia służb kontrwywiadowczych, które miały wspierać wojskowych na misji, po drugie, za cyniczne wykorzystanie śmierci afgańskich cywilów.
Jak wskazuje, kluczowy dla sprawy zamienienia tragedii Nangar Khel w zbrodnię wojenną okazał się dzień 20 sierpnia, kiedy na biurko szefa SKW trafił odszyfrowany raport z Afganistanu.
[Macierewicz]
Antoni Macierewicz to wytrawny gracz – przekonuje autorka „Zdradzonych”. Kolejne posunięcia rozgrywa na zimno. Jest pragmatyczny i cyniczny. Działa jak generał radzieckiej armii. Jest przekonany, że w polityce, tak samo jak na wojnie, straty muszą być – pisze. Motywacje szefa SKW przedstawia w kilku zdaniach:
Dlaczego zastosowano tak drastyczne środki jak rzucanie ludzi na podłogę na oczach przerażonych bliskich? Zatrzymani w spektakularny sposób, prowadzeni do prokuratury zgięci w pół, w świetle kamer, pokazywani w telewizjach informacyjnych, opisywani w sensacyjnych artykułach podsycanych nieoficjalnymi doniesieniami z „kręgów śledztwa” żołnierze z Nangar Khel, jak zaczęły nazywać ich media, szybko znaleźli się na straconych pozycjach. Triumfowała za to SKW, triumfował Antoni Macierewicz.
„Zdradzeni” Edyty Żemły to z jednej strony akt oskarżenia, którego nikt do tej pory nie sformułował, z drugiej – polityczny wyrzut sumienia, który nigdy nie miał miejsca. Trafnie podsumowuje to generał Waldemar Skrzypczak w posłowiu do książki, kiedy pisze, że [NATO]
W przekonaniu generała Skrzypczaka
I to jest najważniejszy wniosek, jaki płynie z tej książki.
Edyta Żemła, „Zdradzeni”, Czerwone i Czarne 2017