PiS chce, aby samorządowcy rządzili najwyżej przez dwie pięcioletnie kadencje z rzędu. Nie doprecyzowano jeszcze, czy po przerwie mogliby kandydować ponownie na ten sam urząd. Dziś ograniczeń w liczbie kadencji nie ma, a okres sprawowania samorządowego stanowiska z wyboru wynosi cztery lata.

Nowe zasady mają wejść w życie przy okazji najbliższych wyborów samorządowych (odbędą się one w 2018 r.), ale – jak zapewnia wiceprzewodniczący sejmowej komisji samorządowej Grzegorz Woźniak – każdy włodarz będzie startował z czystym kontem. Czyli dwie kadencje będą mu liczone od nowa, niezależnie od tego, jak długo wcześniej sprawował urząd.

Są w Polsce miejsca, w których powstały swego rodzaju lokalne układy personalne. Nawet część samorządowców, niekoniecznie związanych z PiS, popiera kadencyjność – tłumaczy potrzebę zmian Woźniak.

Opisywane ograniczenia wejdą w życie dopiero za trzy lata, a już w przyszłym roku w wielu gminach, jak wynika z sondy DGP, planowana jest podwyżka wynagrodzeń urzędników. Samorządowcy deklarują podniesienie pensji o blisko 5 proc.