List do Jarosława Kaczyńskiego - jak mówił Petru na piątkowej konferencji prasowej - nawiązuje do ubiegłotygodniowego spotkania liderów ugrupowań partyjnych. Petru stwierdził, że od spotkania upłynęło wystarczająco dużo czasu, by szef PiS odniósł się do przedstawionej wówczas przez Nowoczesną propozycji rozwiązania sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego.

Propozycji ta zakłada, że podstawowym warunkiem rozwiązania konfliktu wokół TK musi być opublikowanie w Dzienniku Ustaw wyroku TK z 9 marca ws. nowelizacji ustawy o TK autorstwa PiS.

Drugi warunek, to niezgłaszanie przez kluby parlamentarne kandydatów do TK w miejsce sędziów, którzy w najbliższej przyszłości kończą kadencje. Trzecim krokiem miałoby być podjęcie przez Sejm uchwał o wyborze w skład TK trzech "osób wskazanych przez PiS" w grudniu ub.r. w miejsce sędziów kończących kadencje i przyjęcie przez prezydenta ślubowania od trzech osób wybranych przez Sejm w październiku ub.r., których prawidłowość wyboru stwierdził TK.

Pod koniec marca PiS, jako jedyny klub parlamentarny zgłosił kandydaturę prof. Zbigniewa Jędrzejewskiego na sędziego TK w miejsce sędziego Mirosława Granata, kończącego kadencję 27 kwietnia.

W liście do Kaczyńskiego lider Nowoczesnej podkreślił, że czeka na przyjęcie zaproponowanego przeze niego rozwiązania lub "przedstawienie innej konstruktywnej propozycji zakończenia sporu".

Muszę jednak stwierdzić, że nie mogę czekać na Pańską reakcję w nieskończoność. Nieprzekraczalną datą ustosunkowania się do niej jest 12 kwietnia. Tego dnia bowiem Komisja Sprawiedliwości ma zarekomendować Sejmowi kandydata na zwalniające się w TK miejsce - napisał Petru do szefa PiS.

Na konferencji prasowej Petru stwierdził, że jeśli tym kandydatem będzie osoba inna, niż jeden z sędziów wybranych jeszcze w grudniu głosami PiS, będzie to oznaczać "zerwanie rozmów pokojowych". 12 kwietnia - mówił lider Nowoczesnej - ostatecznie okaże się, czy chęć porozumienia deklarowana w ubiegłym tygodniu "nie była przypadkiem blefem".

Dla nas najważniejsze jest, by sami Polacy ocenili, czy porozumienia chce Nowoczesna, czy Jarosław Kaczyński - dodał Petru.

W liście do Kaczyńskiego, Petru napisał, że brak reakcji ze strona prezesa PiS, będzie odrzuceniem propozycji Nowoczesnej, co on przyjmie ze smutkiem. - Oznaczać to bowiem będzie zerwanie rozmów z Pańskiej strony i dalszą eskalację konfliktu konstytucyjnego w Polsce o nieprzewidywalnych skutkach - napisał Petru dodając, że brak porozumienia będzie miął bardzo poważne konsekwencje "zarówno dla sytuacji prawnej Polaków, jak i pozycji międzynarodowej Polski".

W liście do prezesa PiS Petru zwrócił ponadto uwagę, iż "z dużym niepokojem" przyjął ostatnie zachowania ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. - Działania, które wypełniają znamiona zastraszania niezawisłych sędziów są de facto próbą sabotowania naszego porozumienia. Mimo tego ponawiam moją propozycję i nadal jestem gotowy do rozmów - zaznaczył Petru.

TK stwierdził w środę - w składzie 11 sędziów - niekonstytucyjność przepisu Kodeksu wyborczego, który nie przewiduje odwołania do sądu od orzeczenia PKW ws. podziału gminy na okręgi wyborcze.

Przewodniczący składu orzekającego i jednocześnie prezes TK Andrzej Rzepliński na początku rozprawy poinformował, że kilka minut przed jej rozpoczęciem wpłynęło pismo Prokuratora Generalnego. - Generalnie stanowi to pismo instrukcję obsługi spraw przez Trybunał Konstytucyjny i niepodporządkowanie się postanowieniom tej instrukcji grozi konsekwencjami prawnymi dla sędziów TK - powiedział Rzepliński.

Ziobro w wydanym w środę oświadczeniu napisał, że z olbrzymim rozczarowaniem przyjął słowa prezesa TK, który otrzymane od niego "informacje przedstawił jako groźby pod adresem sędziów Trybunału Konstytucyjnego". "To nieprawda i manipulacja" - oświadczył minister sprawiedliwości.

O list Petru do Kaczyńskiego pytany był w piątek lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. W odpowiedzi zapowiedział, że do 12 kwietnia złoży własną propozycje rozwiązań prawnych, która - jak mówił - choć będzie "pewnie niesatysfakcjonująca ani dla strony rządzącej, ani dla opozycji", to da jednak "możliwość wyjścia z pata konstytucyjnego".