O umorzenie sprawy wnosiła obrona Korwin-Mikkego, kwestionując przyjętą przez prokuraturę kwalifikację prawną czynu zarzucanego europosłowi: naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych. Według jego obrońcy mec. Andrzeja Ceglarskiego, taka kwalifikacja nie ma racji bytu, bo spotkanie europosłów, gdy doszło do incydentu, nie miało związku z wykonywaniem funkcji europosła.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie i pełnomocnicy oskarżyciela posiłkowego, którym jest Boni, wnieśli o oddalenie wniosku obrony. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał go za nieuprawniony.

Do incydentu doszło w lipcu 2014 r., podczas zorganizowanego przez MSZ spotkania polskich europosłów. Korwin-Mikke mówił potem PAP, że spoliczkował Boniego, bo tak mu obiecał. Kiedy w czasie debaty w sprawie uchwały lustracyjnej (w 1992 r.) Boni wypierał się, że był agentem SB i wyzywał mnie od idiotów, dałem mu słowo i go dotrzymałem. Przyznał się potem, że był agentem, od początku miałem rację - mówił Korwin-Mikke.

28 maja 1992 r. 73-letni dziś Korwin-Mikke jako poseł na Sejm był inicjatorem tzw. uchwały lustracyjnej, w wyniku której powstała "lista Macierewicza" (gdzie jako tajny współpracownik SB figurował Boni). W wyniku m.in. realizacji tej uchwały 4 czerwca 1992 r. Sejm odwołał rząd Jana Olszewskiego.

W październiku 2007 r. Boni - gdy dostał propozycję wejścia do rządu Donalda Tuska - ujawnił, że podpisał pod wpływem szantażu w 1985 r. deklarację współpracy z SB, choć nigdy jej nie podjął. Po incydencie na spotkaniu Boni napisał na portalu społecznościowym: Powiedziałem "Dzień dobry" posłowi Korwin-Mikkemu, uderzył mnie w twarz. To nie jest normalne!!. Zaznaczył też, że za różne rzeczy już przepraszał. Z pokorą przyjmuję ataki! Ale jest granica! - podkreślił.

Zawiadomienie w całej sprawie złożyło MSZ. Prokuratura uznała, że doszło do naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego i wystąpiła do PE o uchylenie immunitetu Korwin-Mikkemu. W maju 2015 r. Parlament Europejski uchylił mu immunitet. Korwin-Mikke mówił wtedy PAP, że sam za tym głosował, ponieważ chce z zainteresowaniem śledzić, jak prokuratura będzie zajmowała się tą sprawą. On sam uznaje ją za honorową. Pytany, czy nie żałuje swojego czynu, odparł: Ależ skąd! Po raz drugi bym mu dołożył.

W czerwcu 2015 r. prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia. Korwin-Mikke nie przyznał się do winy. Wyjaśnił, iż w jego przekonaniu spoliczkowanie nie jest przestępstwem, a jedynie "czynnością dyshonorującą człowieka" - informował ówczesny rzecznik prokuratury Przemysław Nowak. Mówił, że z materiału dowodowego wynika, iż cel spotkania polskich posłów do PE pozostawał w bezpośrednim związku ze sprawowaniem mandatu. Prokuratura uznała więc, że do naruszenia nietykalności doszło więc podczas pełnienia obowiązków służbowych przez pokrzywdzonego.

Art. 222 Kodeksu karnego stanowi: Kto narusza nietykalność cielesną funkcjonariusza publicznego lub osoby do pomocy mu przybranej podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3. Czyn taki jest ścigany z urzędu przez prokuraturę.

Obrońca nieobecnego w sądzie Korwin-Mikkego podkreślał, że spotkanie w MSZ miało wyłącznie charakter towarzysko-kurtuazyjny i nie miało związku z wykonywaniem obowiązków europosła, a w dodatku do incydentu doszło przed samym spotkaniem. Działanie Korwin-Mikkego jego adwokat przedstawił jako "odwołanie się do tradycji aktu dyshonorującego z czasów II RP". "Prokuratura wtedy za to nie ścigała" - oświadczył mec. Ceglarski.

Obrona złożyła wniosek o umorzenie postępowania z powodu braku wymaganego zezwolenia na ściganie lub wniosku o ściganie pochodzącego od osoby uprawnionej.  Mec. Ceglarski mówił w sądzie, że co najmniej należałoby zmienić kwalifikację prawną z art. 222 na art. 217, który za "zwykłe" naruszenie nietykalności cielesnej przewiduje grzywnę, karę ograniczenia wolności albo do roku pozbawienia wolności (ściganie odbywa się zaś z oskarżenia prywatnego).

Broniący oskarżenia prok. Radosław Cieśliński - opowiadając się przeciwko umorzeniu sprawy w tym momencie - powiedział sądowi, że aby w sprawie poczynić wiążące ustalenia, musi być przeprowadzony proces i pełne postępowanie dowodowe. Parlament Europejski nie uchyla immunitetu, jeśli dany czyn budzi jakiekolwiek wątpliwości co do przyjętej kwalifikacji prawnej - argumentował.

Czasy pojedynków już się skończyły - mówił reprezentujący nieobecnego w sądzie Boniego mec. Piotr Schramm, odnosząc się do słów obrońcy. Ironizował, czy nie należałoby przywrócić zasady oko za oko, ząb za ząb z kodeksu Hammurabiego (babilońskiego zbioru praw z XVIII w. p.n.e. - PAP). Schramm przekonywał, że nie była to impreza towarzyska, lecz zamknięte spotkanie w MSZ wyłącznie dla europosłów.

Sąd uznał umorzenie na wskazanej przez obronę podstawie za nieuprawnione. Na obecnym etapie, przed postępowaniem dowodowym, zmiana kwalifikacji prawnej na art. 217 Kk byłaby zdecydowanie przedwczesna - podkreśliła sędzia Anna Tyszkiewicz. Na 9 września do sądu będą wezwani i Korwin-Mikke, i Boni.

Mec. Ceglarski powiedział PAP, że jest zaskoczony decyzją sądu i zapowiedział walkę o uniewinnienie swego klienta. Mec. Schramm był z postanowienia sądu zadowolony.