W listopadzie ubiegłego roku ekipa Andrzeja Dudy opublikowała wyniki "raportu otwarcia", który miał podsumować działalność kancelarii za czasów Bronisława Komorowskiego. Wyniki ujawniają różne nieprawidłowości. Obejmują m.in. zniknięcie obrazów "Gęsiarka", "Bydło na pastwisku", braki w wyposażeniu Pałacu Prezydenckiego i willi w Klarysewie oraz masowo wypłacane nagrody i wynagrodzenia.

"Rzeczpospolita" dotarła do wyników kontroli przeprowadzonej w kancelarii prezydenta przez Najwyższą Izbę Kontroli. Wnioski NIK są inne niż te, zawarte w raporcie PiS-u. Według NIK wydatki na wynagrodzenia i nagrody nie przekroczyły założonej kwoty. Co więcej Izba pochwaliła Jacka Michałowskiego, byłego szefa kancelarii Bronisława Komorowskiego. - Za rzetelne (…) sprawowanie nadzoru i kontrolę nad wykonywaniem budżetu -  czytamy w "Rzeczpospolitej". O dziwo, w raporcie Izby nie ma wzmianki o zaginionych obrazach czy rzekomo wyniesionych sprzętach z prezydenckich apartamentów.

Ocena NIK nie dziwi Michałowskiego. - Pracowaliśmy oszczędnie. Raport otwarcia to była polityczna hucpa - mówi na łamach gazety Michałowski.

Co ciekawe, biuro prasowe kancelarii Andrzeja Dudy utrzymuje, że oba raporty zostały wykonane w sposób rzetelny. Skąd więc zatem, tak znaczne rozbieżności we wnioskach? Kancelaria Prezydenta zaznacza, że raport NIK dotyczy całego roku 2015, włączając w to już pierwsze pół roku rządów Andrzeja Dudy. - Ocena NIK nie dotyczy tylko ostatnich miesięcy kadencji Komorowskiego, ale też pierwszego okresu prezydentury Andrzeja Dudy. A po sporządzeniu raportu otwarcia w zarządzaniu kancelarią miały zajść duże zmiany - czytamy w "Rzeczpospolitej".