Mowa, jak pisze "Super Express", o wicemarszałek Sejmu Barbarze Dolniak, Ewie Lieder i Katarzynie Lubnauer. 

O ile początkowo Lubnauer bagatelizowała całą sprawę ("To był gryz suchej bułki"), o tyle po kilku godzinach przyznała, że jedzenie na sali było błędem. - Nie powinno się jeść na sali sejmowej mimo wielu godzin głosowań – przyznała.

- Jadłyśmy jakieś ciastka. Pewnie nie wypadało tego robić podczas pracy w Sejmie... Ale siedzimy tyle godzin na tych sejmowych głosowaniach i czasami zjadamy jakieś ciastko, cukierek czy łykamy tabletkę przeciwbólową. Nie jemy jednak potraw, jak zrobiła to kiedyś Krystyna Pawłowicz z PiS - broniła się z kolei Ewa Lieder.