Poseł PO Marcin Kierwiński zadając pytanie w Sejmie w sprawie lotu rządowej delegacji z Londynu, zaznaczył, że zostały złamane wszelkie procedury, jeśli chodzi o transport najważniejszych osób w państwie. - To, co się stało, to łamanie procedur zostało nawet określone przez jedną z gazet, terminem "tupolewizm", nawiązującym do tego, że żadne wnioski nie zostały wyciągnięte ze strasznej polskiej historii, z katastrofy smoleńskiej - mówił.

Poseł PO pytał m.in. dlaczego łamane są procedury dotyczące transportu najważniejszych osób w państwie, dlaczego w momencie załadunku pasażerów do samolotu nie jest znana lista pasażerów, czy winni zaniedbań w tej sprawie zostali ukarani i czy zostały wdrożone stosowne procedury zapobiegające w przyszłości "takiemu bałaganowi", jaki miał miejsce podczas powrotu delegacji rządowej z Londynu.

Na początku grudnia DZIENNIK GAZETA PRAWNA opublikował artykuł dotyczący powrotu delegacji rządowej z wizyty w Londynie, gdzie odbyły się polsko-brytyjskie konsultacje pod przewodnictwem premierów: Beaty Szydło i Theresy May. Jak napisał DGP, wojskowa CASA, którą do Londynu przylecieli dziennikarze, miała odlecieć do kraju sześć godzin później niż rządowy embraer, którym podróżowała delegacja; okazało się, że dziennikarze mają wracać embraerem, na pokładzie tego samolotu znalazło się więcej osób, co spowodowało złe wyważenie samolotu.

Według DGP, odbywały się wówczas rozmowy, kto zostaje w samolocie, a kto wysiada, by polecieć kilka godzin później casą, a kapitan embraera oświadczył, że samolot nie poleci, dopóki problem nie zostanie rozwiązany; ostatecznie po opuszczeniu pokładu przez grupę osób embraer odleciał do Polski.

Kempa zauważyła, że Platforma - formułując zarzut złamania procedur - nie wskazuje, jakie konkretne procedury miały zostać złamane. Jak dodała, lot z delegacją rządową był lotem cywilnym. - Zasady organizacji lotów cywilnych o statusie HEAD reguluje odrębna instrukcja stanowiąca załącznik do niejawnej umowy z LOT-em, podpisana w grudniu 2013 roku - wyjaśniła szefowa KPRM. - Zapewne nie byłoby całego medialnego zamieszania, gdyby nie problem wyważenia samolotu, problem ten wynikł z bardzo prozaicznego faktu - uczestnicy delegacji nie mieli ciężkich bagaży, nie było więc możliwości dociążenia przodu samochodu. To kapitan samolotu zawsze ma ostateczną decyzję - podkreśliła Kempa.

Jak dodała, kapitan poinformował o konieczności opuszczenia samolotu przez 8 osób. - Nikt nie próbował wpływać na kapitana samolotu, pojawiła się tylko kwestia, kto opuści pokład samolotu, kwestia ta dość szybko została rozstrzygnięta - wyjaśniła szefowa KPRM. Kempa podkreśliła też, że "żadna procedura nie zabrania wspólnego lotu premiera, wicepremiera, ministrów: spraw zagranicznych, obrony, spraw wewnętrznych i dowództwa operacyjnego sił zbrojnych".

Szefowa KPRM przypomniała, że w 2015 roku w okresie rządów PO-PSL w locie ówczesnej premier Ewy Kopacz do Kijowa udział wzięli m.in.: Komendant Główny Policji, Komendant Główny Straży Granicznej, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. - Wówczas takie nagromadzenie szefów służb mundurowych panu posłowi (Kierwińskiemu) nie przeszkadzało - zaznaczyła.

Kempa poinformowała, że w styczniu 2016 roku zleciła dokonanie przeglądu wszystkich procedur organizacji lotów. - W wyniku tego przeglądu wydałam dyspozycję opracowania i przygotowania zarządzenia w sprawie wdrożenia w KPRM nowych wewnętrznych procedur organizacji lotów - podkreśliła.

Kancelaria Premiera tuż nagłośnieniu sprawy poinformowała, że "decyzje związane z organizacją lotu polskiej delegacji rządowej z Londynu były wykonywane zgodnie z procedurami" i "w żadnym momencie nie było narażone bezpieczeństwo lotu". Według KPRM, fakt, iż na pokładzie jednego samolotu znaleźli się premier Beata Szydło i wicepremier Mateusz Morawiecki, a także szefowie MON, MSZ i MSWiA, nie narusza zasad "wykonywania lotów z najważniejszymi osobami w państwie (HEAD)", wynikających z "umowy zawartej pomiędzy rządem a PLL LOT w 2013 r.".

Jak podkreślono, na podstawie tej samej umowy - regulującej zasady lotów z najważniejszymi osobami w państwie samolotami cywilnymi czarterowanymi od PLL LOT - dokonano również decyzji o zmianach na liście pasażerów poszczególnych lotów. W wyjaśnieniach zaznaczono, że "zarówno umowa, jak i załącznik z instrukcją organizacji lotów są niejawne od chwili podpisania".

Warszawska prokuratura okręgowa sprawdza, czy nie doszło do niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych w związku z organizacją przelotu delegacji rządowej z Londynu do Warszawy. Zawiadomienie w tej sprawie złożyła Nowoczesna. Chodzi o artykuł 231 Kk mówiący, że funkcjonariusz publiczny przekraczający uprawnienia lub niedopełniający obowiązków i który działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. A jeżeli działa nieumyślnie i wyrządza istotną szkodę podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.