Nie wyobrażam sobie swojej obecności w PiS, jeśli będzie podtrzymana linia eskalowania konfliktu i linia sprzeczna z naszymi zobowiązaniami wobec obywateli, złożonymi w 2015 roku - powiedział w TVN24 Ujazdowski. - Nie będę mógł autoryzować polityki, jeśli ona nie zostanie, poważnie skorygowana - podkreślił.

Polityk PiS pytany, czy zrzeknie się mandatu europosła, odpowiedział: "Absolutnie nie. W imię partykularnej i sprzecznej z dobrem publicznym polityki, absolutnie nie".

Bronię deklaracji programowych PiS-u z 2015 roku, oraz tych zobowiązań do dialogu politycznego z obywatelami. Nie mam mandatu do awantury, mam mandat do ciężkiej pracy dla Polski, taką pracę wykonuję w Parlamencie Europejskim - zaznaczył Ujazdowski.

Zapowiedział jednocześnie, że w najbliższym czasie podejmie decyzje, co do swojej obecności w partii. - Nie uciekam od tego pytania, wymaga to podsumowania, to nie jest dobry moment. Dzisiaj musimy dbać przede wszystkim o rozwiązanie tego kryzysu politycznego - podkreślił europoseł.

W jego ocenie odpowiedzialność za obecną sytuację spoczywa na koalicji rządzącej i kierownictwie PiS. - Sił nieprzejednanych nie brakuje, nie brakuje ich także po stronie opozycji, o czym świadczyły wydarzenia w Krakowie, pod Wawelem, ale odpowiedzialność spoczywa na koalicji rządzącej, a ściślej rzecz biorąc na Jarosławie Kaczyńskim i kierownictwie PiS-u - uważa Ujazdowski.

My obiecywaliśmy wyborcom, mówię o tym z przykrością, dialog polityczny, poszerzenie praw, wolności politycznych, empatię wobec odmiennych stanowisk, krytykowaliśmy Platformę Obywatelską za naruszanie praw opozycji. Metoda, która została obrana po zdobyciu władzy, jest zaprzeczeniem tego, do czego zobowiązywaliśmy się w deklaracjach wyborczych - dodał.

Zdaniem Ujazdowskiego można było uniknąć obecnego konfliktu, gdyby szybko naprawiono popełnione błędy. - Tzn. zupełnie niedorzeczny pomysł z ograniczeniem wolności mediów, bezpodstawne wykluczenie posła Michała Szczerby (z obrad Sejmu) i potem trwanie w tym wykluczeniu. Bo gdyby z tego wykluczenia się wycofano to rzecz by się zupełnie rozeszła - uważa europoseł PiS.

Opozycja nie miałaby pretekstu do zajęcia mównicy, czy centralnego miejsca w Sejmie, zupełnie nie wiem dlaczego tak postąpiono. Zdarzają się błędy, ale trzeba się z nich wycofać - zwrócił uwagę Ujazdowski.

W piątek w Sejmie posłowie opozycji zablokowali sejmową mównicę po wykluczeniu z obrad przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego posła PO Michała Szczerby; wówczas została ogłoszona przerwa.

Obrady Sejmu zostały wznowione przez marszałka Sejmu w Sali Kolumnowej, tam odbyły się głosowania, m.in. nad budżetem na 2017 r. Niektórzy z posłów opozycji weszli do Sali Kolumnowej, ale nie brali udziału w głosowaniach, twierdzili że nie było w nich kworum i że były one nielegalne.

Marszałek Sejmu po głosowaniu nad budżetem na 2017 r. podał, że w głosowaniu tym udział wzięło 236 posłów, za jego uchwaleniem było 234, przeciw 2, nikt się nie wstrzymał od głosu. Przed Sejmem w piątek wieczorem zebrała się manifestacja zorganizowana przez KOD. Posłowie opozycji pozostają od piątku w sali obrad Sejmu.