Na pytanie dziennikarza RMF, czy na San Escobar będziemy jeździć bez wiz, Witold Waszczykowski odpowiada od razu: - Bez wizy. Oczywiście, tak jest.

Jak dodaje, śmieszy go to zainteresowanie jego pomyłką językową. - No śmieszy, jak można z lapsusu językowego stworzyć taką piramidę bzdur, która się przetacza przez Twittera - mówi szef dyplomacji. A na żart, że na San Escobar są przecież urocze plaże, jak choćby plaża Esperal, Waszczykowski odpowiada, że można na nią dotrzeć tramwajem.

Odnosząc się już do swojej misji w ONZ, która miała przynieść Polsce rangę niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ i w czasie której zaliczył wpadkę z państwem San Escobar, minister spraw zagranicznych podkreśla, że to dla naszego kraju ogromna szansa na zaistnienie w poważnym gronie.

To jest 15 krajów - 5 to są stałe kraje od II wojny światowej, 10 to są wybieralne co dwa lata. I my staramy się o takie członkostwo na 2018-2019.

Jest możliwość, że przez dwa lata my na tym najważniejszym forum świata - to jest Radzie Bezpieczeństwa - gdzie decyduje się czasem o sankcjach międzynarodowych, gdzie decyduje się czasami na przykład o sankcjach wojskowych, o tym, żeby stworzyć na przykład operację wojskową przeciwko jakiemuś krajowi. Możemy na tym forum, na jego agendzie położyć każdą sprawę, która nas dotyczy, bądź naszego regionu.

Internet jest bezlitosny i nie chce wybaczyć Waszczykowskiemu jego przejęzyczenia, jakiego dopuścił się w Nowym Jorku po spotkaniu z przedstawicielami państw karaibskich. Szef polskiej dyplomacji, chcąc powiedzieć dziennikarzom, że rozmawiał z politykami San Cristobal, przekręcił nazwę tego małego kraju i powiedział: "San Escobar", co natychmiast przerodziło się w serię internetowych żartów. Na Facebooku powstała strona państwa San Escobar, na Twitterze można przeczytać wpisy sanescobariańskiej administracji i ambasady San Escobar w Polsce.