Tomasz Żółciak: Na początku sierpnia wojewoda mazowiecki zerwał współpracę ze stołecznym konserwatorem zabytków. Czy to wstęp do budowy pomników smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu?

Michał Olszewski (wiceprezydent Warszawy): Decyzja wojewody bardzo nas zdziwiła. Dzięki instytucji stołecznego konserwatora odciążaliśmy administrację rządową zarówno od strony urzędniczej, jak i finansowej. W dodatku było to zadanie zlecone przez rząd, na które mieliśmy 40-krotnie mniej pieniędzy niż potrzeba, w związku z czym miasto musiało do niego dopłacać. Dziś wiemy, że porozumienie zostało wypowiedziane, przy czym podobnego ruchu nie zaobserwowaliśmy w żadnym innym mieście w Polsce. Warto przypomnieć, że to za czasów ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego zaczęła się praktyka, w ramach której od 2003 roku podpisywano kolejne porozumienia między wojewódzkim a stołecznym konserwatorem zabytków.

Idea była taka, by robić coś sprawniej, z korzyścią dla mieszkańców, bo to miejscy urzędnicy na co dzień się z nimi spotykają i na bieżąco wiedzą o ich problemach. W samej Warszawie wydajemy więcej decyzji niż wojewódzki konserwator w odniesieniu do całego Mazowsza. Teoretycznie można byłoby odebrać kompetencje stołecznemu konserwatorowi, gdyby np. nie przestrzegał porozumienia lub zwyczajnie szkodził warszawskim zabytkom. Ale przecież obecny konserwator został wybrany wspólnie ze stroną rządową raptem 1,5 miesiąca temu. Skoro, więc odrzucamy powody pragmatyczne, finansowe i merytoryczne, zostają tylko domysły, że w decyzji wojewody o zerwaniu umowy o współpracy jest jakieś drugie dno.

Czy teraz droga do pomnika jest dla PiS otwarta?

Władztwo nad konserwatorem nie daje żadnego prawa do stawiania pomnika. To rada miasta wskazuje swoją uchwałą miejsce lokalizacji pomników. Nawet prezydent miasta nie ma prawa o tym decydować, podobnie jak nie może przesądzać o tym, jak ma się nazywać dana ulica.

Ten opór ze strony władz miasta nie jest przesadzony? Może postawmy wreszcie te pomniki i zakończmy cały spór?

Tyle że nikt nigdy nie dał nam szansy, byśmy taki projekt w ogóle rozpatrzyli. Dopiero w lipcu tego roku otrzymałem pierwsze pismo od posła PiS Jacka Sasina z informacją, że pan poseł oczekuje, abyśmy przedłożyli radzie miasta uchwałę w sprawie budowy pomników. Aktualnie analizujemy ten wniosek. Przypominam, że jak dotąd jedyną zaakceptowaną przez radnych propozycją lokalizacji pomnika wciąż pozostaje skwer przy Placu Teatralnym (ul. Trębacka - red.).

Ale rozumiem, że poseł Sasin proponuje inne lokalizacje?

Tak. Jeden pomnik, upamiętniający ś.p. Lecha Kaczyńskiego, miałby stanąć u zbiegu Krakowskiego Przedmieścia i ul. Tokarzewskiego, w osi pomnika Józefa Piłsudskiego. Drugi pomnik, ofiar smoleńskich, miałby stanąć na skwerze Jana Twardowskiego, nieopodal hotelu Bristol, naprzeciw Domu Bez Kantów.

Kiedy rozpatrzycie wniosek Jacka Sasina?

Na takie wnioski potrzebujemy kilku miesięcy. Nawet jeśli jest to wyłączna kompetencja rady, to my musimy wcześniej sprawdzić, czy zaproponowana lokalizacja objęta jest planem miejscowym, czy nie narusza kompozycji urbanistycznej lub widoku istotnego z punktu widzenia panoramy miasta, nie ogranicza dostępu do infrastruktury podziemnej i wreszcie czy sama forma monumentu będzie odpowiednio starannie opracowana. Występujemy też o opinię konserwatora zabytków. Aktualnie w toku mamy kilka decyzji pomnikowych. Chodzi np. o budowę pomnika Korfantego, Daszyńskiego. Na ostateczne przesądzenia długo czeka też pomnik Batalionów Chłopskich. Tak więc jest spore grono tych, którzy czekają na decyzje w tych sprawach. To są skomplikowane zagadnienia i wiele spraw wymaga uzgodnienia. Nie można działać metodą faktów dokonanych. A ta sytuacja jest precedensowa. Bo ktoś już projektuje pomnik, być może jest on nawet już produkowany, mimo że jeszcze nawet nie ma zgody na jego lokalizację. Ponadto, moim prywatnym zdaniem, nie odbyła się też dyskusja, czy powinniśmy ofiary katastrofy dzielić, stawiając dwa pomniki.

Czyli nawet jak uzgodnicie z PiS-em lokalizację pomników, to potem będzie batalia o to, jak te pomniki mają wyglądać?
Niestety, jest to możliwy scenariusz. Normalna procedura wygląda w ten sposób: ktoś stwierdza, że chcemy coś upamiętnić, np. Polaków ratujących Żydów. Proponuje też miejsce, które wydaje mu się naturalnym miejscem dla lokalizacji takiego pomnika. Wtedy my rozpoczynamy proces "konsultacji" takiego miejsca, jednocześnie uprzedzając, by forma upamiętnienia była jakoś z nami uzgodniona. Nie chodzi jedynie o walory estetyczne, ale przede wszystkim o technikalia. Bo jeśli ktoś zaprojektuje pomnik w formie fontanny, to my musimy sprawdzić, czy taka inwestycja jest w ogóle wykonalna w danym miejscu. Mówiąc krótko - zwyczajowo się siada do stołu i o temacie rozmawia. A PiS postanowił działać inaczej. Przypiera warszawiaków do muru i mówi jak ma być w tym mieście.

A czy władze miasta, zamiast eskalować konflikt, nie mogą spróbować go ostatecznie przeciąć i np. wyjść z propozycją spotkania z przedstawicielami PiS oraz inicjatorami budowy pomników smoleńskich?

Taką próbę podjął Prezydent Bronisław Komorowski i Rada Miasta. Uchwalono lokalizację pomnika katastrofy smoleńskiej na ul. Trębackiej nieopodal Krakowskiego Przedmieścia i Placu Piłsudskiego. Obecna władza ma tendencje do eskalowania napięcia, dosłownie jakby była uzależniona od tego typu emocji. Dlatego z coraz większym niepokojem obserwuję przebieg miesięcznic smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu. Nie tylko jako wiceprezydent tego miasta, ale również jako katolik.