Posłanka PiS w rozmowie z PAP wyjaśniła, że Małgorzata S. podczas wyjaśnień złożonych w środę przed Sądem Rejonowym w Kielcach stwierdziła, że nie przyjęła łapówki, ale były to wpłaty na kampanię wyborczą PSL.

Zgodnie z art. 134 Kodeksu wyborczego środki finansowe na rzecz komitetu wyborczego mogą być wpłacane jedynie czekiem rozrachunkowym, przelewem lub kartą płatniczą. Ta pani przyjmowała bezpośrednio od wyborców środki pieniężne, więc wniosłam do PKW, by sprawdzono czy doszło do naruszenia Kodeksu wyborczego - powiedziała Anna Krupka.

W grudniu ub. r. Prokuratura Okręgowa w Kielcach oskarżyła 57-letnią Małgorzatę S. o przyjęcie we wrześniu 2015 r. - w związku z pełnioną funkcją publiczną – 3,5 tys. zł korzyści majątkowej, w zamian za zawarcie umów na zorganizowanie stażu dla konkretnej osoby w firmie prowadzonej przez dwóch świętokrzyskich przedsiębiorców – 46-letniego Hieronima Ł. i 49-letniego Grzegorza Ł., którzy mieli jej wręczyć łapówkę, oraz w zamian za przychylne nastawienie do składanych przez nich w przyszłości w urzędzie wniosków. W toku śledztwa podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów.

We wrześniu 2015 r., w momencie zatrzymania przez funkcjonariuszy CBA, Małgorzata S. była kandydatką PSL w wyborach do Senatu, w okręgu obejmującym Kielce i powiat kielecki. Po zatrzymaniu została zawieszona w prawach członka partii.

W środę podczas pierwszej rozprawy przed kieleckim sądem Małgorzata S. tłumaczyła, że pieniądze, które przyjęła od przedsiębiorców, były wsparciem jej kampanii wyborczej. Jak wyjaśniała, w 2015 r. nie miała pieniędzy na kampanię, bo spłacała swoje zobowiązania finansowe w związku z organizacją kampanii wyborczej z 2014 r., przed wyborami do sejmiku województwa świętokrzyskiego, w których uzyskała mandat.

Podkreśliła, że kiedy lokalne PSL zachęcało ją do kandydowania w kolejnych wyborach - parlamentarnych - zwracała uwagę, że chce być dalej radną, a poza tym nie ma pieniędzy na prowadzenie kampanii. Na jednym ze spotkań partyjnych miała paść propozycja, że działacze PSL oraz sympatycy i przyjaciele oraz znajomi S. pomogą jej finansowo.

Dawali mi pieniądze w różnych kwotach (...) w domu, na terenie zakładu pracy, na różnych spotkaniach, festynach, na ulicy. Zebrałam ok. 25 tys. zł. Te pieniądze wpłaciłam na konto PSL, na komitet wyborczy - opisywała S. Zaznaczyła, że pieniądze miały zostać przeznaczone m.in. na promocję jej kandydatury w lokalnych mediach.

Kiedy PSL zawiesił Małgorzatę S. w prawach członka partii, władze ugrupowania cofnęły jej też rekomendację w wyborach do Senatu w 2015 r. i wezwały, by wycofała się ze startu (kandydaturę już zarejestrowano, więc nie mógł jej wycofać sam komitet).

Krótko po przedstawieniu zarzutów dyrektor kieleckiego PUP publicznie ogłosiła, że jest niewinna i nie wycofa się ze startu w wyborach. Nie zdobyła mandatu senatora - w okręgu, w którym startowała, uzyskała 13,27 proc. poparcia (trzeci wynik), po zwycięskim kandydacie PiS (46,06 proc. głosów) i kandydacie niezależnym, który miał 40,67 proc. poparcia głosujących.