Do końca tygodnia Platforma Obywatelska ma złożyć wniosek o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu premier Beaty Szydło. Wszystko wskazuje na to, że kandydatem na premiera będzie lider PO Grzegorz Schetyna. Politycy opozycji argumentują, że to ma pokazać powagę sytuacji. – Proces wyprowadzania Polski z UE, którego świadectwem jest stanowisko Parlamentu Europejskiego, postępuje. Postępuje także rozwój sympatii faszystowskich i nazistowskich i nie spotyka się ze sprzeciwem ze strony instytucji państwa, co sprawia, że trzeba powiedzieć „dość”, a najmocniejszą formą jest debata o wotum nieufności – uzasadnia wniosek rzecznik PO Jan Grabiec.

Politycy PiS odrzucają te zarzuty. – To inicjatywa PO, by przykryć kompromitację wywołaną głosowaniem ich sześciu posłów za kłamliwą rezolucją wymierzoną przeciw Polsce. Aby Guy Verhofstadt mógł mówić, że w Polsce był marsz tysięcy faszystów. To próba ucieczki do przodu – replikuje Łukasz Schreiber z PiS.

I tak mieliśmy rację

Ale wniosek PO oprócz burzliwej sejmowej debaty może mieć jeszcze jeden skutek, wpłynąć na rekonstrukcję rządu PiS. Politycy PO nie ukrywają, że taki jest także jego cel. Zdaje sobie sprawę z tego też obóz dobrej zmiany. PO chodzi o to, by w rządzie jak najdłużej trwali najbardziej kontrowersyjni ministrowie, jak Antoni Macierewicz czy Jan Szyszko, i by w ten sposób kompromitowali PiS.

Konstytucja mówi bowiem, że wniosek nie może być poddany pod głosowania wcześniej niż 7 dni po jego zgłoszeniu. To oznacza, że może być głosowany najwcześniej na posiedzeniu w dniach 6–8 grudnia, kolejne przedświąteczne jest tydzień później, między 12 a 15 grudnia. PO liczy, że Jarosław Kaczyński nie będzie chciał dokonywać zmian w rządzie pod presją wniosku o wotum nieufności, i to tuż przed świętami. I nawet jeśli zostanie odrzucony, to odczeka jakiś czas, by opozycja nie mogła mówić: I tak mieliśmy rację.

Jest przekonanie, że najpierw trzeba odrzucić wniosek, a dopiero potem dokonać zmian – mówi polityk PiS. A ponieważ dotąd najbardziej prawdopodobnym terminem zmian w rządzie był czas około 6 grudnia, wniosek Platformy niemal na pewno spowoduje przesunięcie terminu rekonstrukcji. – Efekt może być taki, że zmiany będą dopiero w styczniu, a to nie byłoby dobre – twierdzi jedna z osób związanych z PiS. Choć część polityków partii widzi, że możliwy jest też inny scenariusz. – Możemy przełożyć głosowanie na połowę grudnia, dokonać zmian wcześniej i wtedy wniosek PO stanie się bezprzedmiotowy – przekonuje członek rządu. Rozwój wypadków zależy także od zakresu zmian oraz sposobu ich przeprowadzenia. Jeśli nie będzie zmiany szefa rządu, a tylko ministrów, to Beata Szydło przedstawi nowe nominacje prezydentowi.

Z prezesem na czele

Natomiast jeśli Jarosław Kaczyński zdecyduje się na wzięcie sterów, może to uczynić na dwa sposoby. Pierwszy to dymisja premier Szydło i powołanie nowego gabinetu na czele z Jarosławem Kaczyńskim przez prezydenta. W tym przypadku prezydent po dymisji obecnego rządu desygnowałby Jarosława Kaczyńskiego i w ciągu 14 dni miałby zaprzysiąc nowy gabinet.

Drugi kontrowersyjny sposób to konstruktywne wotum nieufności wobec własnego rządu. W takim przypadku prezydent nie ma wpływu na to, kto zostaje premierem. Tyle że taki sposób byłby mało zrozumiały dla elektoratu partii. Tym bardziej że – jak wynika z zapowiedzi – wkrótce ma dojść do kolejnego spotkania prezydenta Andrzeja Dudy z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Ma być poświęcone ustawom sądowym, ale to planowana rekonstrukcja rządu może stać się tematem numer jeden. 

Według PiS wotum nieufności jest próbą ucieczki PO do przodu