Aleksander Griffing pisze, że PiS jeszcze przed dojściem do władzy próbował wprowadzić w Polsce przepisy penalizujące stosowanie błędnych wyrażeń takich jak "polskie obozy śmierci".

- Jednak obecnie po raz pierwszy wnioskodawcy tamtego projektu ustawy zasiadają w rządzie (...) i zdołali przeforsować w obu izbach parlamentu. Także po raz pierwszy polski nacjonalizm czuje, że ma przyjaciela w przywódcy wolnego świata - podkreśla.

Griffing przekonuje, że podczas swojej wizyty w lipcu ub. roku w Warszawie Trump poparł "prawicową narrację polskiego rządu, według której Polacy byli ofiarami nazistów i nie odgrywali czynnej roli w mordowaniu Żydów", gdy w wystąpieniu wygłoszonym przy pomniku powstania warszawskiego powiedział m.in.: "Kwitnąca żydowska społeczność (...) została zredukowana niemal do zera w wyniku systematycznych nazistowskich mordów na żydowskich obywatelach Polski, a brutalna okupacja pochłonęła niezliczone ofiary".

Ponadto "jako pierwszy prezydent USA od kilkudziesięciu lat Trump nie pojawił się przy pomniku Bohaterów Getta", choć zrobiła to jego córka Ivanka - wskazał publicysta izraelskiego dziennika. Jak przypomina, krytycznie ocenili to: naczelny rabin Polski Michael Schudrich, przewodnicząca Zarządu Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie Anna Chipczyńska i przewodniczący Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP Lesław Piszewski.

Wszystko to sprawia, że stanowisko Departamentu Stanu USA, wydane w reakcji na przyjęcie przez polski Senat nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, jest "pustym oświadczeniem, do którego rząd Polski raczej się nie zastosuje" - podkreśla Griffing.