Świadek, który był przesłuchiwany w środę przez sejmową komisję śledczą, pełnił bezpośredni nadzór nad funkcjonariuszką stołecznej ABW pracującą nad sprawą Amber Gold. Pierwsza część jego przesłuchania odbyła się w trybie jawnym.

"Warszawa wskazuje na Gdańsk, a Gdańsk na Warszawę"

- Dlaczego delegatura (stołeczna - PAP) nie prowadziła intensywnych czynności operacyjno-rozpoznawczych, które pozwalałyby na zebranie materiału dowodowego i przekazanie choćby tych informacji do delegatury gdańskiej, która przekazałaby te materiały prokuraturze? - pytał, w kontekście OLT Express, wiceszef komisji śledczej Jarosław Krajewski (PiS). - Bo Gdańsk prowadził śledztwo w tym zakresie - odpowiedział świadek.

- Czyli pan nie widział sensu prowadzenia intensywnych czynności operacyjno-rozpoznawczych, ponieważ sprawą zajmował się Gdańsk, tak? - dopytywał polityk PiS. - Intensywne czynności w tym zakresie nie były prowadzone, z uwagi na prowadzone śledztwo przez Gdańsk - przyznał funkcjonariusz.

- Czyli Warszawa wskazuje na Gdańsk, a Gdańsk na Warszawę, a wszystko dzieje się w ramach jednej instytucji - ABW - podsumował Krajewski, nawiązując do wcześniejszych zeznań m.in. gdańskich funkcjonariuszy ABW, którzy zeznawali przed komisją, że wątkiem lotniczym zajmowała się delegatura stołeczna.

Szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS) przypomniała, że gdańscy funkcjonariusze zeznali, iż zabroniono im zajmowania się wątkiem lotniczym sprawy Amber Gold pod rygorem odpowiedzialności karnej. - Dużo więc trudu sobie ktoś zadał, żeby przypadkiem nie dotknęli wątku lotniczego - oceniła.

Pytała też, kto, kiedy i jak podzielił działania operacyjne ws. Amber Gold pomiędzy delegatury stołeczną i gdańską. - W ramach śledztwa nie miałem informacji o podziale między delegaturami (...). Nie był takiego podziału - zeznał zastępca naczelnika.

- Delegatura stołeczna nie zajmowała się de facto sprawą Amber Gold. Zainteresowanie wynikało ze względu na pojawienie się spółki OLT Express - mówił w innej części przesłuchania świadek.

Jak tłumaczył, z pierwszymi informacjami na temat sprawy Amber Gold zetknął się w I kwartale 2012 r. - Wydaje mi się, że był to marzec - doprecyzował.

Członkowie komisji wskazywali jednak, że z dokumentów, którymi dysponują, wynika, że pierwsze działania warszawska delegatura podjęła już w styczniu 2012 r.

Świadek kontynuował, że pozyskane informacje dotyczyły faktu, że na rynku lotniczym planuje rozpocząć działalność OLT Express, która "według przedstawicieli branży lotniczej miała być nieekonomicznie uzasadniona". - Czyli miały się pojawić ceny dumpingowe i ta działalność może nie przetrwać - mówił funkcjonariusz.

W związku z pozyskaniem tych informacji świadek - jak zeznał - wydał funkcjonariuszce prowadzącej sprawę polecenie gromadzenia informacji "w ramach podstawowej formy dokumentowania czynności".

- Czy przyjęta forma pozwalała na prowadzenie ofensywnych metod pracy operacyjnej, na podstawie przyjętego planu czynności, z wykorzystaniem wszystkich możliwych technik operacyjnych? - pytał wiceszef komisji Tomasz Rzymkowski z Kukiz'15.

- Na tym etapie nie mieliśmy wiedzy, aby można było takie ofensywne czynności wdrożyć  - odparł świadek.

Odnosząc się do tych zeznań, przewodnicząca komisji zwróciła uwagę, że z zeznań świadka wynika, iż Agencja wiedziała, że na rynek wejdzie firma, która nie będzie miała za zadanie prowadzenia działalności gospodarczej, że będzie miała albo prać pieniądze, albo celem będzie doprowadzenie do upadłości tej firmy.

- Sygnalne informacje pojawiały się w trakcie weryfikacji uzyskanej wcześniej wiedzy przez funkcjonariusza ABW - zaznaczył świadek.

Świadek: Nie prowadziliśmy sprawy operacyjnej

Jarosław Krajewski (PiS) pytał z kolei, czy Agencja sprawdzała, z jakich źródeł finansowana jest OLT Express. - Udało się nam zweryfikować informacje, że finansowanie OLT pochodzi ze spółki Amber Gold - odpowiedział funkcjonariusz.

- A kiedy ustalono, że OLT Express jest finansowane ze środków klientów Amber Gold? - dopytywał Krajewski. - Myślę, że to mogło być na kolejnym etapie, gdy było prowadzone śledztwo, gdy była robiona duża analiza przepływów finansowych - stwierdził świadek.

Zaznaczył jednocześnie, że delegaturze nie udało się potwierdzić tezy o wyprowadzaniu pieniędzy z Amber Gold poprzez OLT Express.

W toku kolejnych pytań funkcjonariusz przyznał, że stołeczna delegatura uzyskała informacje, że szef Amber Gold Marcin P. jest w zainteresowaniu służb, m.in. policji. - To wynikało z dokonywanych sprawdzeń - mówił świadek. Dopytywany, wskazał, że Agencja prawdopodobnie sprawdzała też dokumenty dotyczące wniosku o koncesję na przewozy lotnicze w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego oraz, że miała wiedzę, że Amber Gold nie składa sprawozdań finansowych w urzędzie skarbowym.

- Wszystko to jest mało, aby wszcząć sprawę operacyjną? - pytała Wassermann. - Ale te informacje były zdobywane dopiero po wszczęciu tej podstawowej formy dokumentowania - odpowiedział świadek.

- To proszę mi powiedzieć, kiedy została wszczęta sprawa operacyjna? - pytała szefowa komisji. - My nie prowadziliśmy sprawy operacyjnej - przyznał świadek.

Jak tłumaczył, po uzyskaniu informacji o złożeniu 15 maja 2012 r. zawiadomienia przez BGŻ o możliwości popełnienia przestępstwa przez Amber Gold, materiały dotyczące sprawy zgodnie z procedurą zostały przekazane do delegatury ABW w Gdańsku. - Po przesłaniu materiałów do Gdańska delegatura stołeczna wspierała prowadzone śledztwo wyłącznie w tym zakresie, w którym mieliśmy powierzone zgodnie z regulaminem organizacyjnym - mówił.

Dopytywany, kto wydał polecenie, że materiały trafią do Gdańska, a stołeczna delegatura będzie prowadzić działania wspierające dla gdańskiej ABW, świadek stwierdził, że taką informację uzyskał od swoich przełożonych. Nie pamiętał jednak, czy był to naczelnik wydziału czy dyrektor delegatury.

Wassermann pytała więc, kto w delegaturze stołecznej podjął decyzję, że po przesłaniu materiałów do Gdańska, "państwo żeście dalej otwierali kolejne podstawowe procedury w stosunku do różnych innych podmiotów związanych z Amber Gold, skoro mieliście być tylko wsparciem".

Świadek nie potrafił jednak konkretnie odpowiedzieć na to pytanie. - Funkcjonariusz składa raport, a naczelnik zatwierdza - mówił.

"Wiedza ta była powszechnie znana, więc co miałem z nią zrobić?"

Komisja pytała też funkcjonariusza o kwestię współpracy z OLT Express syna b. premiera Donalda Tuska, Michała. - Moim zdaniem w ramach czynności operacyjno-rozpoznawczych nie uzyskaliśmy takiej wiedzy - powiedział świadek. Dodał, że wiedzę tę uzyskał - o ile sobie przypomina - w połowie roku z przekazów medialnych. - Z poziomu pracy operacyjnej nie posiadaliśmy takich informacji - zaznaczył. Tym samym, jak mówił, wiedza taka nie była przekazywana do szefa ABW, o co był pytany.

Szefowa komisji dopytywała, co świadek zrobił po pozyskaniu wiedzy o współpracy Michała Tuska z OLT Express. - Wiedza ta była powszechnie znana, więc co miałem z nią zrobić? - odparł świadek.

Rzymkowski pytał też, czy ówczesny szef ABW generał Krzysztof Bondaryk w marcu 2012 r. polecił szefowi delegatury stołecznej, a za jego pośrednictwem świadkowi, podjęcie ustaleń dotyczących spółki OLT Express ze względu na współpracę z nią Michała Tuska. - Nic mi nie wiadomo na temat tego typu poleceń - zapewnił świadek.