Kampania szykowana jest przez Związek Miast Polskich (ZMP), zrzeszający ok. 300 miejscowości w kraju. Jak słyszymy, trwa już na nią zbiórka pieniędzy wśród członków organizacji. Jak dotąd zebrano 300 tys. złotych, jednak w planie finansowym Związku na ten rok założono, że uda się zdobyć 605 tys. złotych. Tę kwotę określiliśmy na bazie deklaracji ze strony miast. Ta pozycja budżetowa jest oddzielnie wydzielona, tak więc ostateczna kwota może być mniejsza lub większa niż założona - wyjaśnia Marek Wójcik z ZMP.

Akcja ma się rozpocząć już w maju - najprawdopodobniej w okolicach Dnia Samorządowca (obchodzonego corocznie 27 maja), a jeszcze przed rozpoczęciem Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Rosji (w połowie czerwca br.).  Jak słyszymy, już jest przygotowane robocze hasło i wizualizacja graficzna, wspólna dla wszystkich miast (z możliwością indywidualizacji). W planach są m.in billboardy i spoty medialne. Przy czym każdy samorząd będzie mógł wyłożyć dodatkowe własne środki, jeśli np. zechce zorganizować jakieś wydarzenie (np. imprezę plenerową) i wykorzystać w nim motywy z szykowanej kampanii wizerunkowej.

W akcji zaakcentowane mają być dwa tematy. Pierwszy to eksponowanie tego, co może obywatel, jakie są jego prawa względem samorządu i jak może z nich korzystać. Drugi to promocja samorządu jako idei. Tak skrojony przekaz ma na celu zachęcić ludzi do włączenia się w życie społeczności lokalnych. Aby uniknąć zarzutów o prowadzenie kampanii wyborczej za publiczne pieniądze, roboczo umówiono się, że nie będą m.in. prezentowane konkretne sylwetki osób sprawujących urzędy.

Choć przygotowania do rozpoczęcia kampanii trwają od wielu miesięcy, to jej start przypadnie na dość specyficzny moment - do wyborów samorządowych pozostało bowiem zaledwie pół roku. Nietrudno więc o zarzuty, że samorządowcy wydają publiczne pieniądze (w końcu zrzutkę na kampanię organizują miasta-członkowskie ZMP), by wypromować jeśli nie siebie, to przynajmniej swoje dokonania w minionej kadencji.

Ale jest jeszcze jeden potencjalny kontekst akcji. Zgodnie z zapowiedziami PiS, wynagrodzenia wójtów, burmistrzów, prezydentów miast, starostów i marszałków województw mają bowiem być obcięte razem z wysokością diet dla parlamentarzystów. Uruchomienie w takim momencie kampanii wizerunkowej może utrudnić PiS przeprowadzenie reformy uderzającej we włodarzy. Na taki efekt przynajmniej liczą niektórzy samorządowcy. Z jednej strony obywatel będzie słyszał, że samorząd to nasze wspólne dobro, że to tu podejmowane są decyzje mające bezpośredni wpływ na mieszkańców i że samorząd cieszy się wyższym poziomem zaufania społecznego niż np. Sejm. A z drugiej strony rząd będzie przekonywał, że mimo wszystko osoby dobrze zarządzające gminami czy całymi regionami nie zasługują na obecne pensje - twierdzi jeden z samorządowców.

Na rozmowy na temat płac nigdy nie ma dobrego, ani złego czasu. Być może ktoś dopatrzy się takiego kontekstu w naszej kampanii - przyznaje Marek Wójcik z ZMP. - Ale nam chodzi o pokazanie obywatelom, że samorząd to wspólnota tych obywateli, że mogą partycypować w procesie decyzyjnym - zastrzega.

Kilka dni temu Prawo i Sprawiedliwość wniosło do Sejmu poselski projekt ustawy obniżający uposażenia posłów i senatorów o 20 proc. (na niezmienionym poziomie zostają środki finansowe na pokrycie kosztów związanych z wydatkami poniesionymi w związku z wykonywaniem mandatu na terenie kraju). Choć w projekcie nie ma mowy samorządowcach, to jednak plany są takie, że ich też rząd uderzy po kieszeni. W tym celu planowana jest zmiana m.in. rozporządzenia Rady Ministrów z 18 marca 2009 r. w sprawie wynagradzania pracowników samorządowych, w którym rząd określa minimalne i maksymalne stawki dla samorządowców.

Chcieliśmy wprowadzić tę reformę etapami - tłumaczy Marcin Horała z PiS, reprezentujący wnioskodawców pod projektem nowelizacji ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Jak dodaje, w przypadku parlamentarzystów przygotowanie zmian legislacyjnych było proste do przeprowadzenia. Zmiany dotyczące pozostałych grup, w tym samorządowców, pojawią się później. Ich poziom wynagrodzeń reguluje wiele czynników, w tym widełki określone w rozporządzeniu czy stosowana uchwała radnych. Pożądany efekt można osiągnąć na różne sposoby, trzeba więc to przeanalizować - dodaje poseł Horała.

W przypadku cięć w wynagrodzeniach, można się spodziewać ostrego sprzeciwu ze strony lokalnych włodarzy. Reprezentanci miast przypominają, że od 2007 roku przeciętna płaca w Polsce wzrosła o ponad 50 proc., natomiast wynagrodzenia wójtów, burmistrzów i prezydentów miast nie zmieniły się od 10 lat, a w tym czasie inflacja realnie zmniejszyła je jeszcze o ponad 20 proc. W wielu miejscach prezydenci miast zarabiają dzisiaj mniej, nie tylko od swoich zastępców czy skarbników, ale i niektórych szefów wydziałów czy jednostek miejskich. Często też wójt kilkutysięcznej gminy zarabia porównywalnie z prezydentami Warszawy, Krakowa czy Poznania, gdzie nie tylko średnie zarobki i koszty życia, ale zakres odpowiedzialności i obciążenie pracą są bez porównania większe - wynika z komunikatu ZMP.

Inaczej widzi to prezes PiS Jarosław Kaczyński. - Na szczeblu samorządowym dochodzi do bardzo wielu skandalicznych zachowań i sytuacji, w których, np. osoby pracujące w spółkach samorządowych zarabiają więcej niż prezydent czy premier. Takie sytuacje muszą zostać ukrócone - zapowiedział kilka dni temu na spotkaniu z mieszkańcami Trzcianki.