Dziennik Gazeta Prawana logo

Pozorowana reforma? Cięcia w samorządach nikogo mocno nie zabolą

30 maja 2018, 08:25
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Pieniądze
Pieniądze/Shutterstock
Redukcja wynagrodzeń miała wynieść 20 proc., ale może być niższa. I nie każdy ją odczuje.

PiS co prawda bez większych problemów przeforsował nowe rozporządzenie w sprawie wynagradzania pracowników samorządowych, ale sama zapowiedź Jarosława Kaczyńskiego, że od teraz nie tylko w parlamencie, ale i w samorządach będzie żyło się „dużo skromniej”, może nie do końca się spełnić – przynajmniej w przypadku tej drugiej grupy.

Wszystko przez skomplikowany system wynagradzania samorządowców. Na pensję włodarza składa się kilka pozycji: wynagrodzenie zasadnicze, dodatek funkcyjny, dodatek specjalny i dodatek stażowy. Często są one od siebie współzależne, np. dodatek stażowy może wynosić maksymalnie 20 proc. wynagrodzenia zasadniczego. Gdyby zebrać wszystkie te składowe, pensja np. prezydenta dużego miasta czy marszałka województwa mogłaby wynosić nawet 13–14 tys. zł. Jest jednak jeden ogranicznik – całkowita pensja nie może przekroczyć siedmiokrotności kwoty bazowej. W związku z tym obecnie lokalny włodarz nie może zarabiać więcej niż 12 525,94 zł brutto.

Sęk w tym, że 20-proc. cięcia zaproponowane przez PiS dotyczą tylko jednego składnika samorządowych uposażeń, czyli wynagrodzenia zasadniczego (górne i dolne widełki). Z tego powodu redukcje nie będą wcale aż tak bolesne, jak się początkowo zapowiadało.

Przykładowo prezydent Lublina Krzysztof Żuk mógłby zarabiać aż 14 290 zł. Ale jego też obowiązuje ograniczenie w postaci siedmiokrotności kwoty bazowej, dlatego maksymalnie może zarabiać 12 525,94 zł. W rzeczywistości prezydent Lublina zarabia nieco mniej, bo 12 320,00 zł brutto. Zmiany przeforsowane przez PiS spowodują, że jego maksymalna pensja spadnie, ale nieznacznie – do 12 250 zł. Czyli o... 70 zł.

Z kolei prezydent Krakowa Jacek Majchrowski – oczywiście gdyby nie limity – mógłby liczyć na 14 290 zł. Ale te ograniczają jego zarobki do kwoty 12 525 zł. Sytuacja może być więc analogiczna jak w przypadku prezydenta Lublina. Na razie krakowscy urzędnicy tego nie przesądzają. przyznaje Barbara Skrabacz-Matusik z urzędu miasta.

Stratna, ale nie na poziomie zapowiedzianych przez PiS 20 proc., będzie marszałek województwa lubuskiego Elżbieta Polak. podlicza Michał Iwanowski, rzecznik prasowy zarządu woj. lubuskiego.

Analogicznie jest w przypadku marszałka woj. wielkopolskiego. Gdyby nie limity, jego obecne wynagrodzenie mogłoby wynosić maksymalnie 13 900 zł (płaca zasadnicza 6500, dodatek funkcyjny 2500, dodatek specjalny 3600, dodatek stażowy 20 proc., tj. 1300). precyzuje Anna Parzyńska-Paschke, rzeczniczka prasowa marszałka.

Opozycja nie jest zdziwiona tymi wyliczeniami. komentuje poseł PO Jacek Protas.

Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że gdyby PiS naprawdę chciał, by cięcia zabolały samorządowców, mógłby po prostu zredukować kwotę bazową, której siedmiokrotności ich pensje przekroczyć nie mogą. Czemu tak się nie stało? Politycy PiS nabierają wody w usta.

Swoją teorię ma opozycja. uważa Jacek Protas z PO.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj