Były prezydent uważa, że protesty przeciw rządom PiS są potrzebne, ale na razie bierze w nich udział zbyt mało ludzi. Potrzebujemy milion ludzi na ulicach, a wtedy będą [politycy PiS - redakcja] wyskakiwać z okien - mówi Lech Wałęsa w rozmowie z "Wirtualną Polską". Dlatego też udziału w demonstracjach na razie nie weźmie. Teraz tych protestujących jest za mało na Wałęsę, ja nie mogę mówić do garstki ludzi. Może być za późno, żeby powstrzymać tych złych ludzi u władzy - tłumaczy. Twierdzi też, że obecny rząd władzy nie odda, bo Jarosław Kaczyński i jego ludzie dążą do wojny domowej.

"WP" zapytała też Wałęsę o jego powrót do polityki, zwłaszcza wobec sondażu dla SE, w którym 70 proc. Polaków nie chce nowej aktywności byłego prezydenta na scenie politycznej. Wałęsa odpowiedział, że w warunkach, w których Kaczyńscy zrobili z niego agenta to sondaż i tak jest dobry. On sam nie wróci jednak do czynnej polityki, bo, jak twierdzi, jest na to za stary. Jedyne, o co mogę się starać, to o to, by przez pół roku być szefem więziennictwa, żeby Kaczyńskiego wsadzić do więzienia - podsumował.