Wyrok nie jest prawomocny. Sąd odmówił przyznania zadośćuczynienia, 30 tys. zł, na cele publiczne. - To zbyt daleko idące represje - uznał sąd. - Publiczne przeprosiny są w tej sprawie wystarczającym zadośćuczynieniem.

- Jedną z granic wolności słowa jest ochrona dobrego imienia innych osób i ich godności. Rolą sądu jest wyznaczanie tej granicy. Sąd ocenia sprawę bezstronnie w oderwaniu od poglądów politycznych kogokolwiek. Wydaje wyrok w oparciu o orzecznictwo europejskiego Trybunał Praw Człowieka - mówiła sędzia.

Lech Wałęsa ma wysłać przeprosiny na podany w pozwie adres Jarosława Kaczyńskiego, a także zamieścić je na swoim profilu społecznościowym na FB (jako pierwszą wiadomość wśród wszystkich wpisów przez 7 dni; treść ma być przedstawiona na jednolitym tle, a słowo "przeprosiny" napisane pogrubioną czcionką), opublikować w tygodniku Newsweek (w konkretnym miejscu: między drugą a 20 stroną pisma, w ramce wyraźnie odcinającej się od reszty publikowanych treści), na portalu Gazeta.pl (w dziale "wiadomości) i wyemitować (odczytane przez lektora) w radiu Tok.FM.

Treść przeprosin podał sąd: "Przepraszam pana Jarosława Kaczyńskiego za to, że w moich wypowiedziach publicznych w okresie od kwietnia 2015 do maja 2017 r. sformułowałem wobec niego zarzuty, że Jarosław Kaczyński mając świadomość nieodpowiednich warunków pogodowych panujących podczas lotu polskiej delegacji do Smoleńska wydał polecenie nakazania lądowania samolotu, czym doprowadził do katastrofy lotniczej 10 kwietnia 2010 r., a swoimi późniejszymi działaniami zmierzał do przerzucenia odpowiedzialności za katastrofę smoleńską na inne osoby. Tymi słowami naruszyłem dobre imię i godność osobistą pana Jarosława Kaczyńskiego. Lech Wałęsa."

Sędzia uzasadniając wyrok powiedziała, że rozstrzygnięcie w tej prawie należało do wyjątkowo trudnych. Przede wszystkim dlatego, że proces dotyczył jednych z najważniejszych osób w państwie, wywoływał w opinii publicznej olbrzymie emocje i dotyczył spraw ciągnących się na przestrzeni wielu lat. Przyznała, że stosunek stron do sprawy i ich publiczne wypowiedzi tych emocji jeszcze dokładały. - Nie można zapomnieć o 96 miesięcznicach smoleńskich, które przerodziły się w manifestacje polityczne. Powszechnie znane są słowa pana Jarosława Kaczyńskiego o zdradzonych o świcie - mówiła sędzie. Wspomniała też o wypowiedziach prezesa PiS dzielących obywateli na lepszych i gorszych.

Tak było na rozprawie

- Wszystko, co uczyniłem w tych sprawach, o które sąd mnie pyta i będzie pytał uczyniłem w dyskusji politycznej, takie mam zdanie o Jarosławie Kaczyńskim; wszystko podtrzymuję i będę dalej to robił - mówił podczas wcześniejszej rozprawy b. prezydent Lech Wałęsa przed gdańskim sądem.

Sędzia zapytała Wałęsę na jakiej podstawie "wysnuwał w tych wypowiedziach swoich na Facebooku oraz w wypowiedziach wobec dziennikarzy, że to właśnie pan powód Jarosław Kaczyński w ostatniej telefonicznej rozmowie z bratem kazał mu doprowadzić do lądowania w Smoleńsku". Wysoki sądzie, wszystko co uczyniłem w tych sprawach, o których sąd mnie pyta teraz i będzie pytał, uczyniłem to w dyskusji politycznej. Takie mam zdanie o Jarosławie Kaczyńskim - oświadczył b. prezydent. "Wszystko podtrzymuję i będę dalej to robił" - dodał.

Sędzia dopytywała jednak na jakiej podstawie Wałęsa stwierdził, że powód "inspirował decyzję w przedmiocie lądowania". Wałęsa mówił w odpowiedzi, że z Kaczyńskim zna się wiele lat, był też prezydentem, więc zna sposób podejmowanie decyzji w takich sprawach. I przez te wiele lat decyzji żadnych większych Lech Kaczyński nie podjął bez dyskusji, bez uzgodnienia z Jarosławem. Żadnych - powiedział Wałęsa.

Odnosząc się do lotu z 10 kwietnia 2010 r. i ostatniej rozmowy telefonicznej pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim i Lechem Kaczyńskim, b. prezydent stwierdził, że "nie rozmawiano o babci zdrowiu". W mojej ocenie nie może tak być, że tutaj żołnierze nie wiedzą co mają zrobić, a oni rozmawiają o kotkach - mówił. Tam była rozmowa między załogą, która zawsze, zawsze, kiedy były jakieś skomplikowane sytuacje, zawsze przychodziła do prezydenta i mówiła co się dzieje i prosiła jaka ma być decyzja. Zawsze - podkreślił Wałęsa.

Dopytywany, czy kiedy sam pełnił funkcję prezydenta miał podobne sytuacje odparł, że "takich decyzji było dużo".

Na bazie znajomości tych ludzi i na bazie znajomości podejmowania decyzji jestem przekonany, że tak było, że po mojej stronie jest prawda. Że ta decyzja była źle podjęta przez nich - mówił b. prezydent. Jak dodał, "sam wylot był nieodpowiedzialny, sam wyjazd był nieodpowiedzialny, i lądowanie było nieodpowiedzialne". Nikt o zdrowym zmyśle, umyśle nie podjąłby takich decyzji nieodpowiedzialnych - powiedział Wałęsa.

Sędzia pytała również Wałęsę skąd jego przekonanie, że istnieją taśmy z nagraniem rozmowy Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Nie przypuszczam, aby mimo wszystko, mimo kiepskich ocen tej ekipy, żebyśmy nie byli gdzieś tam podsłuchiwani. Te taśmy muszą być - odparł Wałęsa. Jeszcze długo będziemy czekać aż ta taśma "wyjdzie", ale ona +wyjdzie+ prędzej czy później - dodał b. prezydent.

Kaczyński domagał się od Wałęsy przeprosin i wpłaty 30 tys. zł na cele społeczne za wpisy na Facebooku od czerwca do września 2016 r. W pozwie stwierdzono, że ze strony byłego prezydenta padły zarzuty, iż "Jarosław Kaczyński podczas lotu samolotu z polską delegacją do Smoleńska, mając świadomość nieodpowiednich warunków pogodowych, kierując się brawurą, wydał polecenie, nakazał lądowanie, czym doprowadził do katastrofy lotniczej w dniu 10 kwietnia 2010 r." W oświadczeniu, którego domagał się od Wałęsy Kaczyński, miało znaleźć się stwierdzenie, że były to "bezprawne i nieprawdziwe zarzuty".

Kaczyński domagał się też przeprosin za słowa Wałęsy o tym, że "nie jest zdrowy, zrównoważony psychicznie". Prezes PiS chciał ponadto, by były prezydent przeprosił go za zarzuty wydania polecenia "wrobienia" go, przypisania mu współpracy z organami bezpieczeństwa PRL.

Treść pozwu szefa PiS zamieścił sam Wałęsa pod koniec lipca 2017 r. na Facebooku. B. prezydent komentował też na portalu sam pozew. Stwierdził tam: Wszystko, co Pan przygotował przeciw mnie na tych 15 stronach pozwu, potwierdzam, niczego się nie wypieram i z niczego nie będę się przed Panem i Pańskimi agentami wyciągniętymi z komuny tłumaczył. Powtórzę - uważam, że za śmierć smoleńską odpowiada Pan, bo to Pan realizował swoją obłąkaną wersję walki o władzę. To było tak jak dziś, obłąkana wersja utrzymania władzy z Panem w roli głównej - napisał były prezydent.

Po wyrzuceniu Pana z całą Pana sitwą z Kancelarii Prezydenta i przeszkodzeniu w zamachu rządowi Olszewskiego (opis całej sprawy można znaleźć w książce Gen. Wejnera), postanowiliście mnie zniszczyć TW Bolkiem, papierami dobrze przygotowanymi i fałszowanymi przez SB - dodał Wałęsa.