Tak naprawdę roczny koszt wydawania tygodnika "Poczta Polska" to 1,9 mln złotych. Tak w każdym razie twierdzi Piotr Sułek - do niedawna redaktor naczelny tego pisemka, który wysłał w tej sprawie list do wiceministra infrastruktury Macieja Jankowskiego. Pisze w nim, że reszta pieniędzy służy finansowaniu "osobliwych przedsięwzięć oraz wynagradzaniu pracowników spółki niezwiązanych z redakcją" - pisze "Gazeta Wyborcza".

Według dziennika, pieniądze idą na fundusz reprezentacyjny i na bardzo wysokie, kilkunastotysięczne pensje dla członków zarządu spółki. Ale rzecznik Poczty Zbigniew Baranowski tłumaczy, że spółka PMS zajmuje się nie tylko wydawaniem gazetki, ale również leasingiem i działalnością marketingową.

Wydająca pocztową gazetkę spółka PMS istnieje od 2001 roku. Jej władze zmieniają się w rytm wyborów. W 2005 roku, po zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości, do rady nadzorczej trafił Piotr Woyciechowski - członek komisji weryfikacyjnej WSI, którą kierował Antoni Macierewicz. Woyciechowski to od lat jego najbliższy współpracownik.

Macierewicz miał w spółce PMS jeszcze jednego swojego człowieka. Był nim Piotr Bączek - również członek komisji weryfikacyjnej WSI, który w tygodniku "Poczta Polska" pełnił funkcję sekretarza redakcji.

To nie była jedyna lukratywna posada Piotra Woyciechowskiego. DZIENNIK pisał wcześniej, że ten zaufany człowiek Antoniego Macierewicza był też za rządów PiS prezesem państwowej, ochroniarskiej firmy Naftor. Jego zastępcą był bratanek Macierewicza - Tomasz. Obaj dostali po 400 tysięcy złotych odszkodowania za odwołanie ze stanowisk. Mieli jeszcze chrapkę na odprawy po pół miliona złotych, ale wypłatę zablokował minister skarbu Aleksander Grad.

Z kolei Piotr Bączek stał się szerzej znany, gdy w jego mieszkaniu przeszukania dokonała Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Agenci znaleźli u niego dokumenty, które zdaniem prokuratorów, mogły być tajne. Przeszukanie miało związek ze śledztwem w sprawie załatwiania pozytywnej weryfikacji żołnierzy WSI za łapówki.