Obecny rząd Donalda Tuska skomponowano według amerykańskiego podręcznika do marketingu politycznego z początku dekady. „Męskie" resorty są w większości we władaniu drugoplanowych polityków PO i PSL. „Kobiecymi" ministerstwami rządzą natomiast panie: Ewa Kopacz (zdrowie), Katarzyna Hall (edukacja), Barbara Kudrycka (nauka i oświata) i Jolanta Fedak (praca i polityka społeczna).

Wszystkie należą do najsłabszych trybików w maszynie PO/PSL i są najgorzej ocenianymi ministrami po półrocznej pracy gabinetu Tuska. Ale też aniołki Tuska otrzymały najtrudniejsze zadania. Powodem niepowodzeń jest także to, że polskie panie minister nie wykorzystują „kobiecej broni” - one akurat są mężczyznami w spódnicach - czytamy na stronach portalu wprost.pl

To ma się zmienić w nowym rozdaniu. Niemal pewną kandydatką do polskiego rządu, po jego rekonstrukcji jest wyróżniająca się urodą posłanka PO Joanna Mucha (zobacz jej zdjęcia). Podobno nie jest to jedyna propozycja upiększenia i useksownienia rządu. Wprost.pl nie zdradza jednak innych nazwisk.

Swego czasu obecny wicepremier, a kiedyś premier Waldemar Pawlak, na swoją rzecznik powołał Ewę Wachowicz - Miss Polonia w 1992. Kto dziś mógłby być symbolem seksu w rządzie PO-PSL. Pięknych kandydatek jest dużo, ale... niewiele z nich ma doświadczenie w polityce. Tylko czy doświadczenie jest w tym przypadku ważne? Przecież specjalistom od wizerunku chodzi o zupełnie inny efekt.