"Od wczoraj w Parlamencie Europejskim przebywają reprezentanci Rosji i Ukrainy, którzy przedstawiają swoje stanowiska w związku ze wstrzymaniem dostaw gazu przez Rosję. Gdyby jakiś kosmita słuchał jednych i drugich, jednym i drugim przyznałby rację" - pisze Siwiec.

"Obie strony unikają jednak skrupulatnie odpowiedzi na banalne pytania, np. dlaczego nie mogły próbować dogadać się pół roku temu, w lecie? W efekcie narasta wkurzenie na jednych i drugich. Per saldo najwięcej na tym konflikcie traci Ukraina, bo duży może więcej" - dodaje.

I jaki efekt tego, że argumenty Rosji są chętniej słuchane? "W takiej sytuacji Gazociąg Północny jawi się jako remedium na gry kijowskie. W wyniku tego kryzysu Rosjanie zyskają koronny argument do dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia i na miejscu polskich władz przygotowałbym się do tej nowej sytuacji" - dodał.

Potężny Gazociąg Północny jest budowany przez niemiecko-rosyjskie konsorcjum. Jego główną "zaletą" ma być to, że omija niepewne kraje tranzytowe, takie jak Polska, Ukraina czy Białoruś. Moskwa powtarza, że gdyby rurociąg już istniał, to Zachód nie odczułby skutków gazowej wojny z Ukrainą.

Polska oraz państwa bałtyckie widzą to zupełnie inaczej. Podkreślają, że wybudowanie Gazociągu Północnego jeszcze mocniej uzależni nas od Rosji. Moskwa będzie mogła bowiem bez przeszkód tłoczyć gaz do Europy Zachodniej, a Polska, Litwa, Łotwa, Estonia oraz Ukraina i Białoruś pozostaną osamotnione w walce z jej monopolem i próbą odbudowania dawnych wpływów.