"On chce się zakładać w tej sprawie o dobrego francuskiego szampana, więc coś musi być na rzeczy. Jest bardzo pewny siebie" - mówi o Romanie Giertychu jeden z polityków lewicy.

O co chodzi? Wojna o władzę w telewizji publicznej od kilku miesięcy toczy się głównie w sądach. Wygląda na to, że to się nie zmieni. Zwolennicy Farfała na stanowisku szefa TVP właśnie tam zamierzają walczyć o utrzymanie go jak najdłużej na stanowisku.

"Do sądu trafi pozew o nieważność uchwały rady nadzorczej wraz z wnioskiem o zabezpieczenie powództwa. Jeżeli sąd je uzna, Farfał będzie rządził do końca kadencji, czyli wiosny przyszłego roku" - zdradza jeden z jego współpracowników.

Jak to możliwe? Przy takim wyroku sądu sytuacja w telewizji zostanie bez zmian, tak jak jest obecnie. Rada nadzorcza nie będzie mogła podejmować żadnych decyzji aż do zakończenia procesu sądowego, który może potrwać kilka miesięcy.


"Taka sprawa będzie rozpatrywana przez sąd cywilny. Ta procedura najczęściej zdarza się w roszczeniach majątkowych, gdy istnieje zagrożenie zawłaszczenia pieniędzy przez jedną ze stron konfliktu, lub sporach o prawa do nazwy lub znaku towarowego" - tłumaczy Piotr Górny, radca prawny. Dodaje, że nie jest łatwo przekonać sąd do takiego rozwiązania, bo powód musi być naprawdę wiarygodny.

Czym przekonają sąd zwolennicy Farfała? Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że powodem takiego wniosku ma być tryb wyboru nowej rady nadzorczej przez KRRiT, a dokładnie nieobecność na posiedzeniu 30 lipca Lecha Haydukiewicza rekomendowanego przez LPR.

Haydukiewicz twierdzi, że nie został o nim poinformowany. Złożył już zresztą w tej sprawie doniesienie do prokuratury. I to właśnie jego wymienia się jako osobę, która może zwrócić się do sądu o zabezpieczenie powództwa. Z Haydukiewiczem nie udało nam się wczoraj skontaktować.