Niemcy chcą pozwać, ekspert przyznaje im rację. Pełnomocnik prawny, który reprezentuje trzy rodziny niemieckich ofiar, zapowiada pozew przeciwko Ukrainie za nieumyślne doprowadzenie do śmierci prawie 300 pasażerów. 17 lipca malezyjski Boeing 777 został zestrzelony nad wschodnią częścią tego kraju, opanowaną przez prorosyjskich separatystów. Pełnomocnik zapowiada, że będzie się domagać przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka odszkodowania dla swoich klientów.

Zdaniem eksperta lotniczego Tomasza Hypkiego, pozywający nie jest bez szans. Podkreśla on, że za przestrzeń powietrzną odpowiadają władze danego kraju i to one są odpowiedzialne za bezpieczeństwo znajdujących się w niej samolotów. Hypki podkreślił, że gdyby Polska organizowała ćwiczenia obrony przeciwlotniczej i nie zamknęła przestrzeni powietrznej nad poligonem, jej władze odpowiadałyby za ewentualny wypadek.

Ekspert przypomniał, że przez tragedią, władze Ukrainy zamknęły przestrzeń powietrzną dla swoich, wojskowych samolotów na wschodzie kraju. Pozostawiły natomiast możliwość lotów samolotów cywilnych, mimo, że na tych terenach toczyły się działania wojenne.

W lipcowej katastrofie nad Ukrainą zginęło prawie 200 Holendrów, 28 Malezyjczyków, 27 Australijczyków, a także, między innymi, czterech Niemców. Ze wstępnego raportu wynika, że do tragedii doszło na skutek gwałtownej dekompresji, spowodowanej przebiciem kadłuba przez dużą liczbę rozpędzonych obiektów z zewnątrz. Wskazuje to na odłamki rakiety typu ziemia - powietrze.