Aleksiej Nawalny, najbardziej charyzmatyczna postać rosyjskiej opozycji, usłyszał wczoraj drugi z kolei wyrok w zawieszeniu za oszustwo, tym razem 3,5-letni. Jego brat Oleg pójdzie do łagru na 3,5 roku. Opozycja twierdzi, że sprawa została sfabrykowana, a represje wymierzone w Nawalnego są dowodem na przykręcanie śruby przez władze, w których coraz większe wpływy mają ludzie uznawani za jastrzębi.

„W uwięzieniu przeciwnika politycznego nie ma niczego nowego, ilu takich siedzi po całym świecie. Ale oni muszą inaczej: »Za nic wsadzimy twojego brata do więzienia, a ciebie do aresztu domowego. Ludzie wyszliby za ciebie na ulicę, ale w sumie jesteś prawie na wolności«. Nie będę kłamał, to dla mnie najbardziej bolesny wariant. Najpodlejszy ze wszystkich możliwych wyroków” – napisał Aleksiej Nawalny na swojej stronie internetowej. W interpretacji części opozycji Kreml wziął brata Nawalnego na zakładnika.

Sąd skazał braci za oszustwa, których mieli się dopuścić m.in. na szkodę spółki Yves Rocher Wostok. Korzystając ze stanowiska menedżerskiego, które zajmował Oleg Nawalny w Poczcie Rossii, bracia mieli podbierać poczcie klientów, a następnie przywłaszczać pozyskane od nich pieniądze – w sumie 31 mln rubli (po obecnym kursie 1,9 mln zł). Na Aleksieju Nawalnym ciąży już wyrok pięciu lat w zawieszeniu za organizację kradzieży drewna państwowego Kirowlesu w czasie, gdy doradzał władzom obwodu kirowskiego.

Pierwotnie wyrok miał zostać ogłoszony 15 stycznia. W poniedziałek zapowiedziano zmianę daty. Niespodziewanie nawet dla sędziów – pełna treść orzeczenia nie była jeszcze gotowa, więc sędzia Jelena Korobczenko odczytała wczoraj jedynie część wstępną i rozstrzygnięcie. Pełna część uzasadnienia zostanie dostarczona później. Eksperci interpretują to nagłe przyspieszenie strachem przed protestami. Ogłoszenie wyroku na dzień przed 31 grudnia, gdy Rosjanie szykują się do ponadtygodniowej przerwy noworoczno-świątecznej, miało obniżyć frekwencję na manifestacji w obronie Nawalnego. Zwłaszcza że władze Moskwy ostrzegły, iż będzie ona nielegalna.

Opozycjonista złamał reżim aresztu domowego i wyszedł wieczorem razem ze swoimi zwolennikami na pl. Maneżowy nieopodal Kremla. Zanim dotarł na plac, zatrzymała go policja.

Nawalny jest najpopularniejszą postacią w szeregach podzielonej i skłóconej rosyjskiej opozycji. Rozpoczynał karierę jako bloger szukający dowodów na korupcję i malwersacje w rosyjskich spółkach z kapitałem państwowym. W przeprowadzonych w 2013 r. wyborach na mera Moskwy zdobył 27,2 proc. i przegrał tylko z kandydatem kremlowskiej Jednej Rosji. Wyrok sprawia, że Nawalny nie będzie mógł startować w kolejnych wyborach przed upłynięciem okresu zawieszenia.

Represje wymierzone w Nawalnego, obok opisywanego wcześniej na łamach DGP ograniczenia swobody mediów, to kolejny dowód na przykręcanie śruby w rosyjskim społeczeństwie. Głównym zadaniem władz jest jego konsolidacja, a lobbystami – okołokremlowskie jastrzębie, do których należą minister obrony Siergiej Szojgu, szef administracji prezydenta Siergiej Iwanow czy prezes Rosnieftu Igor Sieczin. Na grudniowej liście najbardziej wpływowych Rosjan „Niezawisimej Gaziety” Iwanow zajął trzecie miejsce, Sieczin – czwarte, a Szojgu – szóste. Ich wpływy rosną zwłaszcza od czasu obalenia ukraińskiego prezydenta Wiktora Janukowycza. Kreml interpretuje wydarzenia na Ukrainie jako próbę oderwania jej od „russkiego miru”, rosyjskiego świata.

Reakcją na Majdan była aneksja Krymu i podsycenie wojny w Zagłębiu Donieckim. A także ogłoszona 26 grudnia zmiana oficjalnej doktryny wojskowej. W nowej bardzo szeroko potraktowano zagrożenia dla bezpieczeństwa kraju. Wśród nich wymieniono m.in. „wywieranie informacyjnego wpływu na ludność, zwłaszcza młodych obywateli państwa, mające na celu podkopanie tradycji historycznych, duchownych i patriotycznych w sferze obrony Ojczyzny”. „Jeśli napiszecie, że najbliżsi przyjaciele Putina i on sam wysyłają dzieci na naukę za granicą, będzie to zagrożenie wojskowe, skoro podkopuje wiarę w patriotyzm reżimu” – kwaśno komentował opozycyjnie nastawiony były wicepremier Boris Niemcow.

Jastrzębie, którzy „meblują głowę” Władimira Putina, mają jednak własny pomysł na rozwój Rosji i uniezależnienie jej od dochodów ze sprzedaży surowców. Od co najmniej dwóch lat Szojgu i szef Federalnej Służby Bezpieczeństwa Aleksandr Bortnikow lansują pomysł budowania wzrostu w oparciu o modernizację armii i przykręcenie śruby społeczeństwu. Kompleks przemysłowo-wojskowy w wersji 2.0 ma być kołem zamachowym rosyjskiej gospodarki, a wydatki budżetowe na zakupy dla wojska przełożą się ich zdaniem na rozwój nowych technologii i wzmocnienie eksportu.

Trend potwierdzają dane dotyczące wydatków na wojsko. W budżecie na 2015 r. na ten cel zaplanowano równowartość 81 mld dol., czyli o 10 proc. więcej niż w 2014 r. Wzrosty zaplanowano również w kolejnych dwóch latach. Na początku 2012 r., wraz z umocnieniem jastrzębi, zmieniono zasady wynagradzania żołnierzy. Zwiększono pensje zarówno funkcjonariuszy sił zbrojnych, jak i wojsk wewnętrznych, które są odpowiedzialne za pacyfikację ewentualnych protestów. W efekcie wojsko jest po sektorze energetycznym drugim pod względem atrakcyjności pracodawcą w Rosji. W ten sposób zbudowano lojalną wobec władz grupę społeczną, zainteresowaną obroną status quo, której interesy są zbieżne z interesami władzy.

Liberalni konkurenci jastrzębi, dawniej reprezentowani przez byłego szefa ministerstwa finansów Aleksieja Kudrina, przekonują, że taka filozofia prowadzi donikąd. Jak przekonuje eksminister, w 2015 r. ocena wiarygodności kredytowej Rosji zostanie najpewniej zdegradowana do poziomu śmieciowego. Kudrin w 2011 r. podał się do dymisji, m.in. w proteście przeciw zwiększaniu wydatków na obronność. Jak podaje Reuters, do dziś ma jednak dostęp do ucha prezydenta.