Oburzenie na całym świecie, przede wszystkim w środowisku obrońców praw zwierząt, po zabiciu lwa Cecila, mieszkańca i głównej atrakcji rezerwatu przyrodniczego Hwange w północno-zachodniej części Zimbabwe. Co roku rezerwat i zarazem park rozrywki odwiedzają tysiące turystów z wielu krajów. Protestują także zwykli ludzie, media społecznościowe nie pozostawiają suchej nitki na sprawcach.

Lew został zabity strzałą z łuku podczas nielegalnego polowania na tym terenie przez Waltera Palmera, stomatologa z amerykańskiej Minnesoty. Najprawdopodobniej zapłacił on za możliwość polowania 50 tysięcy dolarów. Już stanął przed sądem zawodowy, miejscowy myśliwy Theo Bronkhorst, którego oskarżono o to, że niewłaściwie nadzorował, kontrolował i nie podjął odpowiednich kroków, by zapobiec temu obrzydliwemu czynowi.

Nie przyznał się do winy i wpłacił kaucję w wysokości tysiąca dolarów, został mu zatrzymany paszport. Wróci do sądu na proces 5 sierpnia. Właściciel parku- rezerwatu Honest Ndlovu, który jest podejrzany o pomoc Palmerowi,. nie otrzymał oficjalnie zarzutów, ale sprawa jest w toku. Jeśli Bronkhorst zostanie uznany za winnego, grozi mu kara do 10 lat wiezienia., będzie musiał zapłacić też 20 tysięcy dolarów. Walter Palmer wyjechał już z Zimbabwe

Lew Cecil miał 13 lat. Według gości rezerwatu, był bardzo ufny, chętnie pozował do zdjęć, nawet z całą swoją lwią "rodziną". Kilka lat temu założono mu specjalną obrożę z chipem, by śledzić jego zachowania w ramach programu przyrodniczego realizowanego na uniwersytecie w Oxfordzie. Celem badaczy było poznanie życia lwów i ich przyzwyczajeń żywieniowych. Cecil był samcem dominującym na tym terenie od 2009 roku, gdy zginęły dwa inne lwy: jeden z w bratobójczej walce, drugi- w wyniku wypadku.