Amerykańska armia poinformowała, że minionej nocy dokonała nalotu na miejsce, w którym miał się znajdować najbardziej rozpoznawalny bojownik tzw. Państwa Islamskiego. Chodzi o 27-latka, który zamaskowany występował w większości filmów z egzekucji zachodnich zakładników w Syrii.

Śmierć Jihadi Johna nie została potwierdzona, ale jest bardzo prawdopodobna.

Zabicie terrorysty nie zmieni biegu wojny z tak zwanym Państwem Islamskim, a sam Jihadi John może znaleźć naśladowców - podkreślał Wojciech Szewko na antenie Polskiego Radia 24. - Jeżeli rzeczywiście go zabito, to ma to symboliczne znaczenie dla ofiar i dla pokrzepienia serc na Zachodzie. Ale jeśli ktoś myśli, że to przestraszy naśladowców, to się grubo myli, bo dla człowieka, który jedzie na dżihad, najbardziej zaszczytną rzeczą jest śmierć w walce - podkreśla ekspert.

Jihadi John to 27-letni Mohammed Emwazi, Brytyjczyk kuwejckiego pochodzenia. Po raz pierwszy pojawił się w nagraniu w sierpniu ubiegłego roku. Przeprowadził wtedy egzekucję amerykańskiego dziennikarza Jamesa Foleya. W sumie pojawił się w siedmiu nagraniach w internecie.

W czwartek amerykański bezzałogowy samolot przeprowadził atak na samochód, którym miał podróżować Jihadi John. Przedstawiciele Pentagonu poinformowali w piątek nieoficjalnie, że są przekonani, iż wybuch rakiety powietrze-ziemia typu Hellfire zabił terrorystę. Oficjalnego stanowiska rządu USA w sprawie skuteczności ataku na razie nie ma.

Wojciech Szewko uważa, że zabicie Jihadi Johna to dla Zachodu sukces, którego teraz koalicjanci bardzo potrzebują. - Ponad roczna kampania permanentnych bombardowań, która kosztowała miliardy dolarów, przynosi umiarkowane efekty. Amerykańskie raporty pokazały, że skuteczność tych bombardowań jest żadna. Nie udało się zmniejszyć stanu liczebnego Państwa Islamskiego, bo napływ rekrutów jest większy niż liczba osób, które zabito - tłumaczy ekspert.

W połowie ubiegłego roku fanatycy zaczęli zdobywać tereny w Iraku i w Syrii, a w podbitych miejscach utworzyli samozwańcze Państwo Islamskie. Od ponad roku koalicja pod wodzą Amerykanów wspiera irackie i kurdyjskie siły w walce z fanatykami.