Stabilna i przewidywalna polityka kanadyjska od dawna nie budziła takiego zainteresowania jak obecnie, bo też od dawna nie było w niej równie barwnej postaci, co 44-letni lider Liberalnej Partii Kanady. Stoczył walkę bokserską z politykiem konserwatystów, zagrał w filmie historycznym, ma indiański tatuaż na ramieniu, otwarcie mówi, że palił marihuanę, i deklaruje się jako feminista. A po objęciu urzędu z miejsca wskoczył na szczyt we wszystkich rankingach najseksowniejszych przywódców świata.

Polityczna kariera była mu przeznaczona i przepowiedziana - Justin jest najstarszym synem wieloletniego premiera kraju Pierre’a Trudeau i urodził się, gdy ten sprawował urząd. A to, że pójdzie w ślady ojca, przewidział prezydent USA Richard Nixon - gdy podczas wizyty w Ottawie w trakcie przyjęcia pokazano mu niemowlaka, powiedział: Wznoszę toast za przyszłego premiera Kanady.

Justin Trudeau jako dorosły człowiek po raz pierwszy zaistniał w życiu publicznym, gdy w 2000 r. wygłosił niezwykle poruszającą mowę podczas mającego charakter państwowy pogrzebu ojca. Po śmierci zaczął się stopniowo angażować w działalność Partii Liberalnej i w 2008 r. został wybrany do parlamentu. Od początku parlamentarnej kariery jego nazwisko było wymieniane wśród kandydatów na lidera Liberałów, którzy akurat przeżywali fatalny okres. Długo nie mógł się zdecydować, czy rzeczywiście chce się o ubiegać o to stanowisko. W 2012 r. dał się przekonać i wiosną następnego roku wręcz zmiótł rywali w partyjnych wyborach.

Jeszcze przed nimi sondaże wskazywały, że młody i przystojny polityk poprawi notowania Liberałów, ale nikt nie spodziewał się, iż aż tak bardzo. W październiku zeszłego roku, w pierwszych wyborach parlamentarnych, w których startowali oni pod kierownictwem Trudeau, odnieśli zwycięstwo. Zresztą zwycięstwo to mało powiedziane - zdobyli 184 z 338 miejsc w parlamencie, co było drugim najlepszym wynikiem w historii partii. Swój stan posiadania poprawili o 150 mandatów, co jest rekordem w dziejach Kanady. Nigdy wcześniej się też nie zdarzyło, by partia będąca przed wyborami dopiero trzecią siłą polityczną, zdobyła bezwzględną większość.

Trudeau i nowości

To, że idzie nowe, pokazywał już skład rządu. Po raz pierwszy w historii Kanady znalazła się w nim taka sama liczba kobiet i mężczyzn. Trudeau zapytany, dlaczego parytet był dla niego tak ważny, odpowiedział krótko: Bo mamy rok 2015. Różnorodność zresztą przejawiała się nie tylko w tym - w składzie gabinetu jest m.in. dwóch Sikhów, dwoje Hindusów z pochodzenia i urodzona w Afganistanie 30-latka. A liberalno-postępowy światopogląd nowego premiera szybko znalazł odzwierciedlenie w jego działaniach. - Kanada wróciła, moi przyjaciele. Kanada wróciła i jest tu, żeby pomóc - zadeklarował na listopadowym szczycie klimatycznym w Paryżu, który był jedną z jego pierwszych podróży zagranicznych, zapowiadając, że zapobieganie zmianom klimatu będzie teraz należała do priorytetów Ottawy. Z listy tej spadła natomiast walka z Państwem Islamskim. Trudeau zdecydował, że kanadyjskie samoloty nie będą już uczestniczyć w nalotach na pozycje dżihadystów, a udział kraju w koalicji ograniczy się do współpracy wywiadowczej, pomocy humanitarnej oraz szkolenia irackich sił bezpieczeństwa.

Ale zarazem, gdy Europa zaczęła zamykać granice przed uchodźcami, Trudeau nie tylko zdecydował o zwiększeniu liczby Syryjczyków, których Kanada przyjmie do 25 tysięcy, ale każdą osobę z pierwszej grupy osobiście witał na lotnisku i wręczał jej ciepłe zimowe kurtki. - Jesteście teraz w domu, bezpieczni - mówił.

Palący premier

Jedną z pierwszych spraw, którymi zajął się rząd, było prawo do rekreacyjnego palenia marihuany. - Ja tak naprawdę nie jestem za dekryminalizacją marihuany. Ja jestem za jej legalizacją - mówił jeszcze jako lider opozycji, opowiadając przy okazji, że po raz ostatni ją palił, już będąc parlamentarzystą. Przy każdej okazji wspiera równouprawnienie kobiet. - Jestem feministą i jestem z tego dumny - przedwyborami zdecydował, że na listach Liberałów nie ma miejsca dla osób sprzeciwiających się możliwości aborcji. Angażuje się także w obronę praw mniejszości seksualnych.

- Pokonamy strach nadzieją. Pokonamy cynizm ciężką pracą. Pokonamy negatywną, dzielącą politykę pozytywną wizją, która połączy Kanadyjczyków - zapowiedział po zwycięskich wyborach. To pozytywne przesłanie faktycznie trafiło do wielu współobywateli, bo od dawna żaden polityk w ich kraju nie budził takiego entuzjazmu. Przyczynia się do tego także osobowość Trudeau, który jest bardzo otwarty, szczery, ma poczucie humoru i nie boi się żartować z samego siebie. Jego działania błyskawicznie zaczęły się odbijać szerokim echem na całym świecie, bo w sytuacji, gdy liberalizm jest w odwrocie, a Europa i w dużej mierze Stany Zjednoczone coraz bardziej się zamykają na obcych, Trudeau pokazuje, że inna polityka jest możliwa. To się przekłada na poprawę wizerunku Kanady, która w czasie rządów konserwatystów odeszła od tradycyjnej roli brokera w konfliktach, kraju utrzymującego przyjazne stosunki z niemal wszystkimi i zaangażowanego raczej w pomoc humanitarną niż w operacje zbrojne.

Kij do selfie

Ale jest też druga strona medalu - idealizm i postępowość to za mało, szczególnie, że priorytety nowego premiera niekoniecznie są tym, czego Kanadyjczycy najpilniej potrzebują.

Trudeau nie ma za bardzo wizji polityki zagranicznej, co było widoczne np. gdy podejmował decyzję o wycofaniu się z nalotów na Państwo Islamskie, bo nie przedstawił żadnego logicznego argumentu. Przyjmowanie syryjskich uchodźców jest moralnie godne pochwały, ale w tym samym czasie burmistrzowie miast mówią, że nie mają gdzie ich lokować i nie mają już środków na opiekę. Zajmowanie się legalizacją marihuany czy tym, by którymś z nowych banknotów był wizerunek kobiety w sytuacji, gdy Kanada przeżywa poważne kłopoty z powodu spadku cen surowców, zostało przyjęte z pewnym zażenowaniem.

W sprawach gospodarczych nie prezentuje żadnej spójnej wizji, bo zdążył się już wycofać z własnej obietnicy prowadzenia zrównoważonego budżetu i zamiast tego zapowiedział, że przez najbliższe trzy lata Kanada będzie zwiększać deficyt, by poprzez inwestycje stymulować wzrost gospodarczy.

W połowie zeszłego roku z optymizmem na gospodarkę patrzyło 65 proc. Kanadyjczyków, w marcu ten odsetek spadł do 36 proc., czyli najniższego poziomu od 20 lat. Z powodu niskich cen ropy tylko w zeszłym roku w sektorze naftowym pracę straciło ponad 100 tysięcy osób i mają one poważniejsze zmartwienia niż to, czy w rządzie jest parytet płciowy. Władze kilku prowincji apelują o dokończenie budowy rurociągów, które pozwoliłyby na zwiększenie eksportu ropy, ale tym nowy premier się jeszcze nie zajął, co skłoniło jego przeciwników do wezwania, by odłożył wreszcie kijek do selfie i zaczął budować rurociągi.