Media: 70-osobowa rodzina zabita w Gazie
Opis rzezi, jaką miała urządzić na przedmieściach Gazy izraelska armia, opublikował amerykański "New York Times" i brytyjski "Daily Telegraph". Najpierw wojskowi mieli przekwaterować do jednego z domów stuosobową grupę Palestyńczyków - członków klanu Samuni. A potem na budynek miały spaść izrealskie bomby. Izrael nie komentuje.
- Nie bądźmy pięknoduchami
- Bohaterska Polka ratuje rannych Żydów
- ONZ o masakrze: Tam nie było Hamasu
- Meszal: Hamas będzie walczył do końca
- Polka z dziećmi uciekła przed bombami
- ONZ żąda rozejmu w Strefie Gazy
- ONZ oskarża Izrael o masowy mord
- Przeczytaj raport z oblężonego miasta
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Tragedia wydarzyła się w Zajtun, na przedmieściach Gazy uznawanych za matecznik Hamasu. O masakrze piszą dwa niezależne źródła - dzienniki "Daily Telegraph" oraz "New York Times". Według gazet, izraelska armia zabiła około 70 Palestyńczyków z jednej rodziny. Dziennikarze próbowali uzyskać jakikolwiek komentarz od Tel Awiwu. Wojskowi jednak milczą.
Członkowie klanu Samuni - kilkaset osób - zostali uwięzieni przez izraelską ofensywę w Zajtun. Od sobotniej nocy Palestyńczycy wzywali na pomoc Czerwony Krzyż. Ale zamiast lekarzy, do ich drzwi zapukali żołnierze Izraela i nakazali około stu osobom przejść do jednego z domów.
W poniedziałek, między godz. 6.00 a 6.35 nad ranem budynek został zrównany z ziemią pociskami wystrzelonymi przez izraelski myśliwiec. "Daily Telegraph" pisze o około 60 osobach zabitych w Zajtun i kolejnych dziewięciu, które zmarły w szpitalu. Wśród nich trzyletnia dziewczynka i pięciu czterolatków.
"Widziałem moich rodziców i trójkę moich dzieci zabitych" - wspomina Wail, jeden z uratowanych. "Wszędzie były krew i ciała, niektórzy zostali uwięzieni pod gruzami. Ja i moja żona nie mieliśmy wyboru. Musieliśmy uciekać, bo ostrzał był kontynuowany. Udało mi się uratować mojego pięcioletniego syna, ale kiedy dotarliśmy do szpitala, lekarze musieli mu obciąć rękę" - dodaje.
Inny uratowany wspomina, że izraelski snajper zastrzelił jego krewnego, gdy ten próbował uciec spod rakietowego ostrzału. "New York Times" pisze, że dwudziestoletnia Masuda as-Samuni straciła podczas nalotu teściową, męża i dziesięciomiesięcznego syna. Gdy uderzyły rakiety, przygotowywała jedzenie dla dziecka. "Umarł głodny" - powiedziała dziennikarzom.
Ranni, którzy nie byli w stanie dojść o własnych siłach do szpitala w Gazie, musieli na pomoc czekać do środy, gdy nastąpiło trzygodzinne zawieszenie ognia. "Daily Telegraph" powołuje się na relację Mohammeda Shaheena z Czerwonego Półksiężyca. Szukając rannych, ratownik widział izraelskie buldożery niszczące okoliczne domy.
"Do ambulansów zabraliśmy piętnastu rannych. Potem uciekliśmy, bo żołnierze znowu zaczęli do nas strzelać. Musieliśmy zostawić ośmiu rannych" - wspomina Shaheena. Jak podaje "Daily Telegraph", od izraelskich kul zginęło zginęło siedmiu medyków z konwoju niosącego pomoc.
"Daily Telegraph" - powódź rannych w palestyńskich szpitalach:
p
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!