>>>Towarzysz Duch staje przed sądem

Kaing Guek Eav to pierwszy towarzysz Pol Pota, który pojawił się przed obliczem sądu w Phnom Penh. Na ten moment czekały tysiące krewnych ofiar Czerwonych Khmerów.

W ich pamięci Kaing Guek Eav zapisał się jako główny kat ze stołecznego aresztu działającego pod enigmatyczną nazwą S-21. Ten były nauczyciel matematyki osobiście torturował i mordował więźniów w katowni urządzonej w nieczynnym liceum. Wtrącanym do S-21 zarzucano nielojalność wobec władzy Czerwonych Khmerów i szpiegowanie na rzecz CIA i KGB.

Na jego rozkazy czekało też 1700 strażników. Do zabijania więźniów używali metalowych pałek. Szef S-21 osobiście szkolił podkomendnych w sztuce odbierania życia jednym celnym ciosem. Poza brutalnym personelem więźniów wyniszczało niedożywienie i nieludzkie warunki przetrzymywania. Spośród kilkunastu tysięcy ludzi, którzy trafili do dawnego liceum, przeżyło tylko 14 osób.

Akt oskarżenia w tym procesie to 45-stronicowy spis przesłuchań i makabrycznych mordów. Według obserwatorów ta sprawa nie potrwa długo - zgromadzony materiał dowodowy jest bowiem nie do podważenia. Zresztą sam oskarżony, obecnie nowo narodzony chrześcijanin, przyznaje się do popełnionych masakr, "wyraża skruchę i prosi swe ofiary oraz ich krewnych o przebaczenie". Poza nim na proces czeka jeszcze czterech prominentnych członków Czerwonych Khmerów. Mają stanąć przed sądem w przyszłym roku.

Bo choć Kainga Gueka Eava pojmano już 9 lat temu, to jego proces wstrzymywano aż do teraz - głównie ze względu na wpływy, jakimi Czerwoni Khmerzy cieszyli się w kręgach rządowych. Ostatecznie pod naciskami ONZ władze zgodziły się postawić przed trybunałem pięciu ludzi ponoszących największą odpowiedzialność za masakry. Wielu dawnych morderców pozostanie jednak na wolności i nie wiadomo, czy kiedykolwiek dosięgnie ich ramię sprawiedliwości.

"Władze twierdzą, że zbyt rychłe osądzanie zbrodniarzy może źle wpłynąć na kruchy proces pojednania i spowodować nawrót wojny domowej w kraju. To jednak niezrozumiałe tłumaczenie. Gdyby kambodżański rząd miał więcej politycznej woli, ten i inne procesy ruszyłyby szybko do przodu" - mówi DZIENNIKOWI Brittis Edman z Amnesty International, która monitoruje proces.

Jednak dla krewnych ofiar Czerwonych Khmerów najważniejsze jest, by choć jednego z katów dosięgła wreszcie sprawiedliwość. Dlatego tłumnie ściągnęli oni do sądu. Towarzyszyła im nieliczna grupa tych, którzy uszli z S-21 z życiem. "Przyjechałem, by zobaczyć proces na własne oczy, a potem opowiedzieć o nim ludziom z mojej wioski, którzy nie mogli tu przyjechać. Ten dzień jest dla mnie bardzo istotny. Nie mogłem go zbagatelizować" - mówił Mahd Musa, który w katowniach Czerwonych Khmerów stracił siedmiu członków rodziny.

Teraz w dawnym areszcie S-21 mieści się muzeum Tuol Sleng dokumentujące zbrodnie reżimu. Wnętrza szkoły zamienionej w więzienie pozostają dokładnie w takim samym stanie, w jakim w 1979 roku opuścili je uciekający Czerwoni Khmerzy. W celach od podłóg po sufity wiszą tysiące czarno-białych zdjęć ofiar Kainga Gueka Eava.