Kambodża sądzi swego kata
W Kambodży ruszył pierwszy proces jednego z najbardziej prominentnych liderów Czerwonych Khmerów. Przed specjalnym trybunałem, który ma osądzić winnych ludobójstwa z lat 1975-79, stanął jeden z najważniejszych oprawców reżimu Kaing Guek Eav. Ten niepozorny 66-latek ma na rękach krew przeszło 12 tys. więźniów.
- Azjatycka Norymberga
- Krwawe wojny opanują pół świata
- "Zmierzch dyktatorów"
- 35 lat więzienia za śmierć 14 tysięcy ludzi
- To największa tragedia od czasów Pol Pota
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
>>>Towarzysz Duch staje przed sądem
Kaing Guek Eav to pierwszy towarzysz Pol Pota, który pojawił się przed obliczem sądu w Phnom Penh. Na ten moment czekały tysiące krewnych ofiar Czerwonych Khmerów.
W ich pamięci Kaing Guek Eav zapisał się jako główny kat ze stołecznego aresztu działającego pod enigmatyczną nazwą S-21. Ten były nauczyciel matematyki osobiście torturował i mordował więźniów w katowni urządzonej w nieczynnym liceum. Wtrącanym do S-21 zarzucano nielojalność wobec władzy Czerwonych Khmerów i szpiegowanie na rzecz CIA i KGB.
Na jego rozkazy czekało też 1700 strażników. Do zabijania więźniów używali metalowych pałek. Szef S-21 osobiście szkolił podkomendnych w sztuce odbierania życia jednym celnym ciosem. Poza brutalnym personelem więźniów wyniszczało niedożywienie i nieludzkie warunki przetrzymywania. Spośród kilkunastu tysięcy ludzi, którzy trafili do dawnego liceum, przeżyło tylko 14 osób.
Akt oskarżenia w tym procesie to 45-stronicowy spis przesłuchań i makabrycznych mordów. Według obserwatorów ta sprawa nie potrwa długo - zgromadzony materiał dowodowy jest bowiem nie do podważenia. Zresztą sam oskarżony, obecnie nowo narodzony chrześcijanin, przyznaje się do popełnionych masakr, "wyraża skruchę i prosi swe ofiary oraz ich krewnych o przebaczenie". Poza nim na proces czeka jeszcze czterech prominentnych członków Czerwonych Khmerów. Mają stanąć przed sądem w przyszłym roku.
Bo choć Kainga Gueka Eava pojmano już 9 lat temu, to jego proces wstrzymywano aż do teraz - głównie ze względu na wpływy, jakimi Czerwoni Khmerzy cieszyli się w kręgach rządowych. Ostatecznie pod naciskami ONZ władze zgodziły się postawić przed trybunałem pięciu ludzi ponoszących największą odpowiedzialność za masakry. Wielu dawnych morderców pozostanie jednak na wolności i nie wiadomo, czy kiedykolwiek dosięgnie ich ramię sprawiedliwości.
"Władze twierdzą, że zbyt rychłe osądzanie zbrodniarzy może źle wpłynąć na kruchy proces pojednania i spowodować nawrót wojny domowej w kraju. To jednak niezrozumiałe tłumaczenie. Gdyby kambodżański rząd miał więcej politycznej woli, ten i inne procesy ruszyłyby szybko do przodu" - mówi DZIENNIKOWI Brittis Edman z Amnesty International, która monitoruje proces.
Jednak dla krewnych ofiar Czerwonych Khmerów najważniejsze jest, by choć jednego z katów dosięgła wreszcie sprawiedliwość. Dlatego tłumnie ściągnęli oni do sądu. Towarzyszyła im nieliczna grupa tych, którzy uszli z S-21 z życiem. "Przyjechałem, by zobaczyć proces na własne oczy, a potem opowiedzieć o nim ludziom z mojej wioski, którzy nie mogli tu przyjechać. Ten dzień jest dla mnie bardzo istotny. Nie mogłem go zbagatelizować" - mówił Mahd Musa, który w katowniach Czerwonych Khmerów stracił siedmiu członków rodziny.
Teraz w dawnym areszcie S-21 mieści się muzeum Tuol Sleng dokumentujące zbrodnie reżimu. Wnętrza szkoły zamienionej w więzienie pozostają dokładnie w takim samym stanie, w jakim w 1979 roku opuścili je uciekający Czerwoni Khmerzy. W celach od podłóg po sufity wiszą tysiące czarno-białych zdjęć ofiar Kainga Gueka Eava.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!