Kolejny dyktator zamarzył o bombie atomowej
Spełnia się czarny sen o dyktatorach z trzeciego świata, którzy sięgając po broń jądrową, zamierzają utrwalić swoją władzę, szantażować świat i wymuszać na nim ustępstwa. Po Korei Płn. kolejnym reżimem z atomowymi ambicjami stała się balansująca na krawędzi bankructwa Birma.
- Wybuch bomby świętem narodowym?
- Ponad milionowi Birmańczyków grozi śmierć
- Birma głoduje, Birma głosuje
- Samobójcza misja misjonarza z USA
- Rosja będzie mogła użyć broni jądrowej
- Korea Północna - kraj obozów koncentracyjnych
- Zrzuć bombę atomową i zobacz, co narobiłeś
- Korea Północna ma pluton do dwóch nowych bomb
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Australijscy naukowcy dotarli do dwóch zbiegłych współpracowników birmańskich władz. Według ich opowieści ten rządzony przez juntę wojskową kraj może być zdolny do wyprodukowania ładunku jądrowego już w 2014 r.
Pierwszym z uciekinierów jest Moe Jo - oficer birmańskiej armii, który w latach 2003 - 2005 studiował w Moskwie inżynierię. Po jego powrocie do Birmy okazało się, że był jednym z 2 tys. specjalistów przygotowywanych za granicą do poprowadzenia programu nuklearnego. Drugim zbiegiem ujawniającym tajemnice birmańskiej junty jest Tin Min, który pracował jako księgowy powiązanego z wojskowymi biznesmena Taya Zy. Jego firma odpowiada za realizację kontraktów jądrowych z Rosją i Koreą Płn. Przykrywką dla jej działalności jest rozwój medycyny nuklearnej.
"Ile szpitali w Birmie ma oddziały z medycyną nuklearną?" - pyta retorycznie Tin Min. Światowa Organizacja Zdrowia klasyfikuje tamtejszą służbę zdrowia na przedostatnim miejscu na świecie. O żadnych nowoczesnych technologiach nie może być zatem mowy.
Według ustaleń Australijczyków Birmańczycy budują co najmniej dwa reaktory jądrowe - w Myaing oraz Naung Laing w środkowej części kraju. Pierwszy konstruuje rosyjski Rosatom, drugi to dzieło specjalistów z Korei Północnej. Birma i reżim Kim Dzong-ila wymieniają doświadczenia w dziedzinie technologii wojskowej od co najmniej dwóch lat. "Coraz bardziej obawiamy się współpracy wojskowej obu państw. Traktujemy to bardzo poważnie" - mówiła w zeszłym tygodniu sekretarz stanu USA Hillary Clinton.
Kluczowym krokiem przy realizacji atomowych ambicji dla reżimu z Naypyidaw (stolicy Birmy, która została przeniesiona z Rangunu w 2005 r.) ma być budowa zakładu przetwarzania plutonu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w 2014 r. Birma będzie zdolna do produkcji 8 kg plutonu-239 rocznie. Taka ilość wystarczy do budowy jednej bomby atomowej.
Jakim cudem trzeci najbiedniejszy kraj w Azji jest w stanie rozwinąć program nuklearny? "Birma jest bankrutem, bo junta 40 proc. budżetu przeznacza na wojsko" - mówi DZIENNIKOWI brytyjski ekspert analizujący politykę władz w Naypyidaw Mark Farmaner. "Jednak władze mają z czego finansować swoje atomowe ambicje, Birma posiada jedne z największych złóż gazu w regionie" - dodaje.
Po co Birmie atom? "Dla reżimu w Naypyidaw najważniejszym rywalem w regionie jest Tajlandia, a władze wiedzą, że nie da się jej wyprzedzić w wyścigu zbrojeń konwencjonalnych. Reżim chce zagrać w nuklearnego pokera. Tak jak Korea Północna" - przekonuje Tin Min. Zdaniem Marka Farmanera to jednak nie w sąsiadów będą skierowane birmańskie rakiety. "Chodzi o to, by Zachód zaczął się bać, przestał wspierać birmańską opozycję i zaczął traktować juntę poważnie" - mówi DZIENNIKOWI Farmaner. "Junta jest coraz bardziej niepopularna. Nie widzi innego wyjścia z sytuacji niż nuklearna ucieczka do przodu" - dodaje.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!