Dziecko zmarło, pielęgniarka nie czuje winy
Nie czuję się winna - mówi "Faktom" TVN pielęgniarka, która nie zgodziła się przyjąć do szpitala chorego 6-miesięcznego Dawida. Dziecko zmarło, bo nikt nie zajął się nim na czas. Co na to pielęgniarka? Atakuje media. "Jestem zaszczuta" - mówi. I dodaje, że nie odpowiada za śmierć chłopczyka, bo tylko wykonywała polecenia.
- Dziecko zmarło, bo rodzice nie poszli do lekarza
- Niemowlę zmarło, bo szpital odmówił pomocy
- Nasze dzieci umierają, bo brakuje lekarzy
- Dziecko umarło, bo połknęło baterię
- Pielęgniarka zawieszona po śmierci dziecka
- Zasłabł w szpitalu, stracił życie przez przepisy
- Wyrzucili ją ze szpitala, bo zapaliła papierosa
- Dużych pacjentów nie operujemy
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Czuję się skazana przez media. Dziennikarze wydali na mnie wyrok przed zakończeniem procesu, a nawet przed postawieniem mi jakichkolwiek ewentualnych zarzutów" - mówi kobieta "Faktom" TVN.
Dlaczego odmówiła przyjęcia chorego chłopczyka na oddział? Pielęgniarka tłumaczy, że jedynie wykonywała polecenie szefa. "Ordynator wydał ustne zarządzenie, że nie przyjmujemy osób bez skierowania w czasie pracy przychodni, jeśli one tego oczywiście nie wymagają. Szczególnie dotyczy to dzieci, ponieważ te do drugiego roku życia muszą badać pediatrzy" - tłumaczy się kobieta.
Ordynator oddziału ratunkowego szpitala w Kartuzach (Pomorskie) Piotr Kołodziej zaprzecza, że wydał taki rozkaz. "Była taka praktyka, że w oddziale ratunkowym musieliśmy sami dokonywać selekcji pacjentów" - mówi.
Zrozpaczona matka zmarłego dziecka opowiada o tułaczce, jaką musiała przejść z chorym Dawidkiem na rękach. Była w przychodni, w końcu trafiła do szpitala. Ale tam pielęgniarka odmówiła chłopcu pomocy.
Pielęgniarka uprawiedliwia się, że nie miała pojęcia o tułaczce dziecka. Matka odpowiada twardo, że o wszystkim informowała personel szpitala. "Mówiłam, że szpital jest dla dziecka ostatnią deską ratunku. Mówiłam, że z przychodni odesłano mnie do szpitala. Nie wyssałam sobie tego z palca" - przekonuje "Faktach" Michalina Szuta, matka Dawida.
Po tym jak pielęgniarka odesłała ją z kwitkiem, kobieta pojechała jeszcze do przychodni w innej miejscowości, w Sierakowicach. Tam lekarz przerażony stanem dziecka natychmiast wezwał karetkę. Jednak zanim przyjechała pomoc, chłopczyk umarł.
"Powinno być inaczej. Tyle się mówi o ratowaniu życia, o pacjentach, że oni są najważniejsi, a tutaj dziecko umiera" - skarży się matka.
Na razie jedyną karą dla pielęgniarki jest zawieszenie jej w pracy. Zdecydowała tak dyrekcja szpitala.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!