Zientarski miał tylko sfotografować ferrari

Ferrari, kórym rozbił się Zientarski, należało do byłego wiceprezesa Orlenu Fot. Fot. Stach Leszczynski Agencja / Inne
Ferrari, którym rozbili się Maciej Zientarski i Jarosław Zabiega, należało do byłego wiceszefa Orlenu Pawła Szymańskiego. Finansista opowiada DZIENNIKOWI, że auto kupił dwa dni przed tragedią, a Zientarski miał je tylko sfotografować. Nie było zgody na jazdę.
- Zobacz groźny wypadek cysterny
- Kup ferrari, bo jest teraz strasznie tanie!
- Zientarski wezwany na kolejne badania
- Fragment spalonego ferrari na Allegro
- Zientarski ma rehabilitację bez kolejki
- Sekcja zwłok nie wyjaśniła, kto prowadził ferrari
- To Zientarski kierował ferrari
- Ferrari Zientarskiego jechało 300 km/h
- Jak szybko jechało ferrari Zientarskiego
- Zientarski wybudził się ze śpiączki
- Maciej Zientarski był trzeźwy
- Zientarski: Maciek nie miał prawa przeżyć
- Zientarski uczy się żyć na nowo
- Zientarski wciąż nie odzyskał pamięci
- Rodzina walczy o opiekę nad Zientarskim
- Prokuratorzy chcą wiedzieć, czy Zientarski był trzeźwy
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Czerwone ferrari 360 modena 27 lutego uderzyło o betonowy filar wiaduktu na warszawskim Ursynowie. W spalonych szczątkach samochodu znaleziono zwłoki dziennikarza "Super Expressu" Jarosława Zabiegi. Maciej Zientarski wciąż w bardzo ciężkim stanie leży w szpitalu. Do dziś nie ma pewności, który z mężczyzn prowadził warty około 100 tysięcy euro samochód. Pewne jest jedno: ferrari na pewno nie należało do kierowcy.
"Auto zostało kupione dwa dni przed wypadkiem. Jego właściciel nie miał gdzie go przechowywać, dlatego zostawił auto na posesji dziennikarza" - mówi DZIENNIKOWI Katarzyna Dobrzańska, szefowa Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów. "Pan Zientarski miał zrobić zdjęcia auta, natomiast nie było mowy o żadnym testowaniu lub jeżdżeniu" - dodaje prokurator Dobrzańska.
DZIENNIK ustalił, że samochód kupił finansista Paweł Szymański, prywatnie pasjonat sportów motorowych i znajomy Macieja Zientarskiego, a także były wiceprezes Orlenu. Okazuje się, że Szymański nie zdążył przerejestrować auta na siebie - w dniu wypadku miało ono poznańskie tablice rejestracyjne. Samochód nie miał też ubezpieczenia AC, a jedynie obowiązkowe OC.
Paweł Szymański: "Rozważaliśmy moje wejście do firmy Maćka, która zajmuje się motoryzacyjnymi eventami dla biznesmenów. Auto mogłoby być moim wkładem albo Maciek by je spłacił. Szczegóły nie były jeszcze doprecyzowane".
Czy sam wsiadłby za kierownicę nieubezpieczonego auta? "Ja tym autem nie zdecydowałem się jeździć. Maciek miał je sfotografować i tylko o tym rozmawialiśmy. Ale teraz najważniejszy dla mnie jest stan jego zdrowia, na resztę przyjdzie czas" - mówi finansista.
Biegli jeszcze badają przyczyny wypadku. Wiadomo, że przed kraksą w miejscu, gdzie można jeździć z prędkością do 50 km/h, samochód pędził grubo ponad 100 km/h. Kierowca stracił panowanie nad autem, kiedy ferrari wyskoczyło na dużym garbie na jezdni. Kto je prowadził? Wiele wskazuje, że sam Maciej Zientarski, ale to tylko przypuszczenia. "Na razie tylko jeden z przesłuchanych świadków wskazuje, że kierowcą była właśnie ta osoba. Inni nie byli w stanie tego potwierdzić" - mówi prokurator Katarzyna Dobrzańska.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!