Zbadają, jak policjanci zabili Polaka
W Vancouver zaczyna się druga część dochodzenia w sprawie głośnej śmierci polskiego pasażera na miejscowym lotnisku w październiku 2007 roku - poinformowały miejscowe media. 40-letni Robert Dziekański zginął porażony policyjnym paralizatorem, po tym jak służby lotniskowe próbowały go obezwładnić.
- Policjanci nie odpowiedzą za śmierć Polaka
- Amerykanie nie zakują Polek w kajdanki
- Polak zmarły w Vancouver mógłby żyć
- Zabili Polaka i nie poniosą żadnej kary
- Marzył o raju, trafił do piekła
- Nie wezwali lekarzy do umierającego Polaka
- Zabity paralizatorem Polak nie był agresywny
- Kanada blokuje polskie dochodzenie
- Żałuje, że zabił Polaka na lotnisku
- Policjanci przepraszają za zabicie Polaka
- Piosenka o śmierci Polaka hitem internetu
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Chcemy się dowiedzieć, co się dokładnie stało od momentu, kiedy upadł na ziemię, do momentu, kiedy został trafiony paralizatorem" - powiedziała kanadyjskiemu dziennikowi, "The Chronicle Herald", Art Vertlieb, prawniczka rządowa. " Rząd naprawdę chce wiedzieć. Matka też chce i ma prawo wiedzieć, co naprawdę stało się z jej synem".
Rok temu, pod naciskiem opinii społecznej i w związku z rosnącą liczbą śmiertelnych ofiar paralizatora Taser rząd prowincji Kolumbia Brytyjska, w której znajduje się Vancouver, zarządził wszczęcie publicznego dochodzenia. Raport sędziego Thomasa Braidwooda z pierwszej części dochodzenia, która miała wyjaśnić działanie Taserów, zostanie opublikowany przed zakończeniem drugiej części dochodzenia, która ma z kolei wyjaśnić okoliczności śmierci Dziekańskiego.
Dochodzenie publiczne było kilkakrotnie przekładane, gdyż zastanawiano się, czy przedstawić akt oskarżenia policjantom, którzy pięciokrotnie razili Dziekańskiego paralizatorem Taser, gdy Polak wszczął awanturę po dziesięciu godzinach bezskutecznych prób wydostania się z lotniska. Dzięki oczyszczeniu ich z zarzutów będą jednymi z najważniejszych świadków w rozpoczynającym się dzisiaj dochodzeniu. W ciągu najbliższych sześciu tygodni zeznawać będzie w sumie około 40 osób: współpasażerów Dziekańskiego z samolotu, którym przyleciał do Vancouver do matki. Zeznawać będą również celnicy i pracownicy lotniska.
Robert Dziekański, 40-letni pracownik budowlany, wylądował na lotnisku w Vancouver w październiku 2007 roku. Ponieważ nie znał angielskiego i nie potrafił się z nikim porozumieć, 10 godzin krążył po lotnisku w poszukiwaniu wyjścia. Kiedy wyraźnie zdenerwowany, zaczął rzucać meblami, czterech funkcjonariuszy kanadyjskiej policji użyło paralizatora, aby go obezwładnić. Pięciokrotnie rażony Dziekański zmarł. Nagranie wideo z tego zajścia obiegło cały świat.
W procesie 12 prawników reprezentuje obsługę lotniska w Vancouver, służby graniczne, organizację broniącą wolności obywatelskich (Civil Liberties Organization) i matkę Dziekańskiego, Zofię Cisowską. "Do tej pory policja wyrażała się, jakby to wszystko było winą jedynie Dziekańskiego" - powiedział Walter Kosteckyj, prawnik reprezentujący Cisowską. "Zawiodły go rozmaite służby" - mówił. Po głośnej sprawie Polaka służby celne ułatwiły kontakt pasażerów z tłumaczami. W Kanadzie od porażenia Taserem zmarło już 20 osób.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!