Środa wieczór. Jan i Nelly Rokita wracają z Włoch. Do Krakowa mają lecieć przez Monachium. Rejs LH3336. Samolot Lufthansy jest opóźniony. Jako jedni z ostatnich pasażerów wsiadają na pokład.

"Mieliśmy płaszcze zimowe i kapelusze. Musieliśmy z nimi coś zrobić. Miejsca bagażowe nad naszymi fotelami były już pełne. Więc położyłem te płaszcze i kapelusze na jakimś wolnym miejscu i przypiąłem je paskami do siedzenia" - relacjonuje Rokita. I dodaje: "Nagle stewardesa z niesłychaną agresją rzuca te kapelusze na Nelly, krzyczy coś po niemiecku, otwiera nad nami te przegrody bagażowe, które są pełne, i próbuje ze złością wepchnąć tam nasze płaszcze. Płaszcz Nelly spada. Znów go podnosi. Dociska go klapą. I odchodzi".

Wtedy Rokita wstał, wyjął płaszcze i przełożył do innego, mniej zapchanego luku bagażowego. "Ta stewardesa znów podeszła do mnie, zaczęła krzyczeć, że tu ona rządzi, a nie ja, i że mam opuścić samolot. Potraktowaliśmy to jako żart" - opowiada Rokita.

Po kilkunastu minutach na pokład wkroczyli policjanci. Rozkazali Rokicie opuścić samolot. Jego żona mogła zostać. "Tłumaczyłem im, że nie opuszczę. Miałem przecież bilet, to był ostatni lot do Krakowa, była prawie północ, Nelly miała być rano w Sejmie" - relacjonuje były poseł. "Zrzucili mnie z krzesła, bardzo boleśnie zakuli w kajdany. To były jakieś koszmarne niemieckie kajdany. Nawet bezpieka miała lepsze, bardziej wygodne" -opowiada.

Były poseł trafił do komisariatu. Policjanci mieli go wyzywać i straszyć. "Jeden z policjantów mówił do mnie <arschloch>, co jest obraźliwym niemieckim zwrotem. Nelly zażądała spisania protokołu. Wtedy się trochę przestraszyli" - zaznacza Rokita. Były poseł twierdzi, że policjanci chcieli od niego pieniędzy" - najpierw 5 tys. euro, później 8 tys. "Chcieli jechać ze mną do banku" - podkreśla Rokita.

Około godziny 2 w nocy do akcji wkroczyła Elżbieta Sobótka, polski konsul w Monachium. "Niesłychanie nam pomogła. W końcu zostaliśmy przesłuchani. Umożliwiono nam złożenie prywatnego oskarżenia. Około 6 rano byliśmy wolni" - mówi Rokita. I dodaje: "Lufthansa wydała zakaz mojego przebywania w ich samolotach i na ich terminalach".

Jednym ze świadków zajścia w samolocie był Piotr Piątosa, wiceprezes firmy Comarch. Nie ukrywał zdziwienia, że Rokita został tak potraktowany. "Bo sytuacja nie była uzasadniona. Stewardesa chciała pokazać, że rządzi, i dlatego się tak to potoczyło" - ocenia Piątosa. I zaznacza, że Rokita nie był w stosunku do niej agresywny. "Często latam, widziałem już różne sytuacje, ale nigdy nie spotkałem się z czymś takim" - dodaje.

A co mówi strona niemiecka? "Stewardesa poprosiła Rokitę o to, aby zapiął pasy, ale on odmówił i ją popchnął. Wtedy kapitan wezwał policję. Policjanci poprosili Rokitę, aby wyszedł z samolotu, ale on odmówił. Głośno krzyczał coś po polsku" - mówi rzecznik komendy policji Oberbayern Nord Hans-Peter Kammerer. Dodaje, że prokurator Bawarii wystąpi z oskarżeniem przeciwko Rokicie za "powodowanie zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego".

Lufthansa wydała z kolei komunikat, w którym tłumaczy, że linia może odmówić transportu pasażera, jeżeli ten zagraża bezpieczeństwu lotu.