Dlaczego runął śmigłowiec ratowniczy?
Przyczyną katastrofy śmigłowca ratowniczego Mi-2 mogło być silne oblodzenie wlotu silnika - przypuszcza sekretarz Krajowej Rady Lotnictwa Tomasz Hypki. Do tego, że maszyna runęła na ziemię, mogła doprowadzić też gęsta mgła.
- Pilot szturmowca zdążył tylko krzyknąć
- Piloci pogotowia latają na granicy ryzyka
- Lekarz z Mi-2 prawdopodobnie przeżyje
- Nasza-klasa modli się za rannego lekarza
- Ranny lekarz bohaterem ratowników
- Pogrzeb ratownika śmigłowca Mi-2
- Specgrupa śledczych bada katastrofę Mi24
- Pilot: śmigłowce Mi-2 są mało awaryjne
- Piloci: Śmigłowce są przestarzałe
- Tusk: Łączę się w smutku z rodzinami ofiar
- Historia wypadków polskich śmigłowców
- Ranny ze śmigłowca potrzebuje krwi
- Świadek katastrofy Mi-2: To było straszne
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Hypki mówi również, że loty śmigłowców ratowniczych zawsze odbywają się na granicy bezpieczeństwa i w warunkach ekstremalnych, więc mogło nałożyć się kilka czynników, choćby silne podmuchy wiatru i pionowe uskoki warstw powietrza.
Jednak na wyjaśnienie przyczyn katastrofy trzeba będzie poczekać. Wiceszef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Maciej Lasek informuje, że wstępne wyniki kontroli poznamy za miesiąc.
p
Oto hipotezy o przyczynach katastrofy
Gwałtowna zmiana pogody: gęsta mgła i gwałtowne obniżenie temperatury na otwartym terenie mogło doprowadzić do oblodzenia wirnika lub silnika. Helikopter, lecąc nisko, był narażony na silne podmuchy lodowatego wiatru, które dodatkowo chłodziły osprzęt.
Usterka techniczna: identyczna maszyna spadła 29 października 2008 roku koło Lubartowa na Lubelszczyźnie. Według świadków wypadku w pewnym momencie w powietrzu było słychać łupnięcie. A potem helikopter łagodnie opadł na ziemię, uderzając w nią dziobem. Podobnie relacjonują wczorajszy wypadek świadkowie. Komisja lotnicza orzekła, że przyczyną wypadku pod Lubartowem było niesprawne łożysko wirnika. W takiej sytuacji pilot ma ułamki sekund na podjęcie decyzji, gdzie posadzić maszynę.
Błąd pilota: za bardzo obniżył lot i zahaczył o któryś z wierzchołków drzew. Mogło dojść również do silnego podmuchu wiatru podczas wychodzenia z terenu zadrzewionego, czego pilot nie wziął pod uwagę i nie utrzymał maszyny w poziomie, zwłaszcza że opinia o silnikach Mi-2 wśród specjalistów jest jednoznaczna - to wyjątkowo słabe jednostki jak na ciężar maszyny.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!