Chirurg: Krzywdzę 12 pacjentów rocznie
Przeprowadzę w tym roku mniej więcej 350-400 operacji, a odsetek komplikacji wynosi ok. 3 proc. To znaczy, że skrzywdzę 10-12 pacjentów, zamiast ich wyleczyć - amerykański doktor Atul Gwande, autor książki "Komplikacje", opowiada DZIENNIKOWI o tym, dlaczego lekarze się mylą, i o najgorszych błędach, jakie popełniają.
- Koniec zmowy milczenia lekarzy?
- Szybkie odszkodowania dla ofiar lekarzy
- Pacjent zmarł, bo siostry strajkowały?
- Lekarze nie uciekną przed odpowiedzialnością
- "Wolę grabarzy od lekarzy z ulicy Barskiej"
- Prokuratura szuka ofiar afery strzykawkowej
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Renata Kim: Podobno chirurg woli się pomylić niż zawahać.
Atul Gawande*: Coś w tym powiedzeniu jest, bo moi koledzy po fachu słyną z umiejętności szybkiego podejmowania decyzji. Ja jestem człowiekiem, który ma problem nawet z wyborem
restauracji, więc kiedy zastanawiałem się nad specjalizacją, pomyślałem, że jeśli zostanę chirurgiem, to też się tego nauczę (śmiech). Ale mówiąc poważnie, w chirurgii o wiele
groźniejszy jest brak działania niż niedokładna analiza wszystkich ruchów oraz ich skutków. Dlatego na sali operacyjnej nie wolno się wahać.
Często się mylicie?
Przeprowadzę w tym roku mniej więcej 350 - 400 operacji, a odsetek komplikacji wynosi ok. 3 proc. To znaczy, że skrzywdzę 10 - 12 pacjentów, zamiast ich wyleczyć. Aż połowa z nich dozna
uszczerbku na zdrowiu z powodu pomyłki, której dałoby się uniknąć przy obecnym stanie wiedzy i technologii medycznej.
Więc dlaczego wciąż je pan popełnia?
Bo jestem tylko zwykłym człowiekiem. Kiedy operuję, moją rękę prowadzi nie tylko wiedza i doświadczenie, ale także intuicja, a czasem zwykły przypadek. Nigdy nie zapomnę pacjenta chorego na
raka tarczycy, któremu uszkodziłem nerw na strunach głosowych. Ten człowiek stracił mowę i nie był w stanie normalnie przełykać. A przecież dokładnie wiem, jak powinien wyglądać każdy
ruch skalpelem podczas takiego zabiegu! Do dziś nie mam pojęcia, co się wtedy stało, dlaczego zadrżała mi ręka. Ale muszę sobie z tą porażką poradzić, wyciągnąć z niej wnioski i umieć
przeprosić skrzywdzonego pacjenta. I najważniejsze: nie pozwolić, by paraliżował mnie strach, że taka sytuacja może się powtórzyć. Bo przecież to, że kiedyś znowu się pomylę, to pewne.
A medycyna, wbrew temu, co o niej myślimy, nie jest wcale uporządkowaną dziedziną wiedzy. To mocno niedoskonała nauka, którą uprawiają omylni, czasem niedouczeni, a czasem po prostu zmęczeni
profesjonaliści.
To raczej kiepska informacja dla pacjentów.
Ludzie powinni wiedzieć, że my, lekarze, nie jesteśmy bogami. Każdy z nas popełnił jakiś błąd, i to nie w zamierzchłej przeszłości, ale w ciągu ostatniego roku. Ale naprawdę
niebezpieczni są jedynie ci chirurdzy, którzy nie chcą się do tego przyznać.
A której pomyłki wstydzi się pan najbardziej?
Wstyd to nie jest dobre słowo, bo nigdy nie zrobiłem niczego złego. Ale bardzo żałuję wszystkich tych przypadków, gdy - jak mi się wydaje - mogłem uniknąć błędu. Pamiętam młodą
kobietę przywiezioną do szpitala z wypadku drogowego. Miała mniej więcej 30 lat, była bardzo otyła. Leżała z zamkniętymi oczami, z nosa sączyła jej się krew. Zacząłem ją badać, miała
płytki i szybki oddech. Zdecydowałem, że trzeba ja intubować, czyli włożyć plastikową rurkę do gardła i umieścić ją w tchawicy, by zacząć sztuczną wentylację. Próbowałem kilka
razy, ale nie mogłem się przecisnąć między obrzękniętymi strunami głosowymi. W końcu stało się jasne, że potrzebna jest tracheotomia, czyli przecięcie szyi i wprowadzenie rurki wprost do
tchawicy.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!