Dramatyczne zdjęcia z 27 marca tego roku obiegły całą Polskę. Autokar pełen dzieci nie zmieścił się pod wiaduktem. W wyniku uderzenia zdarte zostało około 10 metrów dachu. Część foteli została całkowicie zniszczona, a przednia szyba wypadła. Poważnie ranny został 14-letni chłopiec. Z obrażeniami czaszki trafił śmigłowcem do szpitala we Wrocławia. Rannych było w sumie 35 osób.

60-letni kierowca autobusu usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym. Ale okazuje się, że nie tylko on jest winny tragedii. Prokuratura ustaliła, że wiadukt był źle oznakowany. Przed nim był ustawiony tylko jeden znak informujący, że obiekt ma 2,9 m wysokości.

"Dodatkowe znaki powinny się znajdować na dwóch poprzedzających wiadukt skrzyżowaniach oraz na samym obiekcie. Obecnie trwa ustalanie osób, które były odpowiedzialne za oznakowanie" - powiedział szef świdnickiej Prokuratury Rejonowej Marek Rusin.

>>>Kierowca autokaru w szpitalu psychiatrycznym

Nie oznacza to, że kierowca autobusu nie ponosi żadnej odpowiedzialności za wypadek. "Zdaniem biegłych odpowiedzialność kierowcy nie może budzić wątpliwości. Fakt, że trasa była źle oznakowana, może jednak wpłynąć na ocenę jego winy przez sąd" - przyznał prokurator.