"Nie było intencją załogi lądowanie za wszelką cenę, a jedynie wykonanie podejścia do minimalnej wysokości zniżania, a potem odejścia na drugi krąg" - podkreślił Jedynak w niedzielnej rozmowie z PAP. Lasek zauważył, że załogę TU-154M do podejścia do minimalnej wysokości zniżania uprawniały przepisy.

"Piloci mieli prawo podejść do minimalnej wysokości zniżania, bez względu na warunki atmosferyczne panujące na lotnisku w Smoleńsku" - zaznaczył. Jedynak wyjaśnił, że użyte w piątek na konferencji prasowej sformułowanie o "próbnym podejściu odnosi się bardziej do interpretacji intencji załogi, niż do określenia procedury działania".

"Prezentacja raportu na konferencji prasowej nie była skierowana do profesjonalistów, tylko do szerokiej publiczności, dlatego staraliśmy się używać słów, które odnosiłyby się do znaczenia, a nie definiowały w sposób ściśle techniczny pewne pojęcia" - tłumaczył Jedynak. "Dlatego powiedzieliśmy (na konferencji), że załoga miała zamiar wykonać podejście próbne, chociaż mogliśmy powiedzieć, że załoga miała zamiar wykonać podejście do minimalnej wysokości zniżania dla tego rodzaju podejścia, następnie wykonać odejście, po nieudanym podejściu. To zbitek słów, który mógłby być całkowicie niezrozumiały" - mówił ekspert.

Jedynak zaznaczył, że w raporcie i pracach analitycznych komisja wykazała dokładnie, że załoga rozpoczęła proces podejścia do lądowania, określając, że będzie go kontynuowała do osiągnięcia minimalnej wysokości zniżania. "Jest to zgodne z przepisami, regulaminem lotów obowiązującym wtedy w lotnictwie wojskowym i nie jest to niebezpieczne" - wyjaśnił.